statystyka
Wiatr sprawia iż nasiona dmuchawca wędrują daleko w świat,w tylko sobie znanym kierunku...tak moje myśli za sprawą książek wędrują w coraz to inne obszary...mojej wyobraźni
Blog > Komentarze do wpisu

La Fenice

 

Miejskie czytanie - Wenecja          

"Śmierć w La Fenice" otwiera serię powieści kryminalnych z akcją toczącą się w Wenecji, gdzie głównym bohaterem starającym się rozwiązać liczne zagadki jest komisarz Guido Brunetti. Donna Leon przypomina nam tutaj Wenecję jako "stolicę opery" święcącą swe triumfy i zainteresowanie wśród wszystkich Europejczyków w XVII wieku.Teatro La Fenice jest najsłynniejszym weneckim teatrem operowym i właśnie tutaj rozpoczyna się powieść...Podczas swego gościnnego występu we wspomnianej operze zostaje otruty cyjankiem światowej sławy niemiecki dyrygent - Helmut Wellauer. W trakcie śledztwa Brunetti przeprowadza rozmowy z wieloma osobami, bliskimi dyrygenta i tymi którzy mieli z nim kontakt na codzień. Razem z nim odkrywamy przeszłość Wellauera odkrywając,że kilka osób miałoby powód do posunąć się do tego czynu...

Ponieważ bardzo lubię kryminały i jakoś dotychczas nie miałam możliwości zetnąć się z książkami Donny Leon z chęcią sięgnęłam po coś z tej serii. Jak mogłam się dowiedzieć z czytanych wywiadów z autorką i Jej biografią  to przypadek sprawił,że rozpoczęła pisać o przygodach komisarza Brunettiego. Ta jej pierwsza książka przeleżała ok. 1,5 roku w szufladzie aby potem poprzez usilne namowy przyjaciółki wysłać ją na konkurs do Japonii, w wyniku czego nota bene zdobyła nagrodę SUNTURY (najlepszy kryminał roku) w 1991 roku co spowodowało podpisanie kontraktu i narodzenie się serii książek. Co ciekawe książki Jej nie wychodzą we Włoszech co pisarka tłumaczy tym, iż nie ma zamiaru być sławna i chce czuć się osobą anonimową w Jej mieście. O Jej kryminałach wiedzą jedynie przyjaciele a znajomi myślą, że pisze jakieś książki o Włoszech. Hm...ciekawe. Wracając do książki mogę powiedzieć,że dość szybko przeczytałam ją. Nie miałam z tym większego problemu, może też dlatego iż naprawdę kocham kryminały. Jednakże nie zachwyciła mnie ona. Daleko Jej do Agathy Christie a nawet jakoś bardziej mdło wypadła, gdy porównam ją z Polakową po którą też niedawno pierwszy raz sięgnęłam. A wspomniana Wenecja ukazała mi się zupełnie inaczej niż sobie ją wyobrażałam z innych książek, opowieści czy filmów. Wypadła bardziej szaro, jak zaniedbana stara kobieta/ gwiazda, którą ludzie odwiedzają z uwagi na Jej minioną świetność...Może kiedyś uda mi się to skonfrontować z rzeczywistością i wyrobić sobie własne zdanie?

„ Wenecja – niegdyś europejska stolica rozrywki – stała się sennym, prowincjonalnym miastem, które praktycznie zamierało po dziewiątej czy dziesiątej wieczorem. W letnich miesiącach przypominała sobie swą rozpustną przeszłość i blask – pod warunkiem, że turyści płacili i utrzymywała się dobra pogoda – ale zimą przemieniała się w zmęczoną starowiną, która wolała wcześnie wleźć do łóżka, oddając opustoszałe ulice we władanie kotom i wspomnieniom z przeszłości. Ale właśnie o tej porze miasto było dla Brunettiego najpiękniejsze, gdyż wtedy on – wenecjanin z krwi i kości – miał poczucie jego minionej chwały. Ciemność nocy kryła mchy porastające stopnie palazzi ciągnących się wzdłuż Canale Grande, zasłaniała pęknięcia w murach kościołów i tuszowała wyrwy w tynku na fasadach budynków publicznych. Jak wiele kobiet, które osiągnęły pewien wiek, miasto musiało uciec się do pomocy zwodniczego światła, by odzyskać utraconą piękność. Łódź, która za dnia przewoziła płatki mydlane czy kapustę, w nocy przybierała nadprzyrodzoną formę i zmierzała ku tajemniczemu miejscu przeznaczenia. Mgły, które często pojawiały się w zimowe dni, przemieniały ludzi i przedmioty – nawet długowłosi nastolatkowie, wystający na rogach ulic i palący jednego papierosa ba spółkę, przypominali tajemnicze zjawy z przeszłości...”

Grafika:Teatro-la-fenice-sala.jpg

Teatro La Fenice - najsłynniejszy wenecki teatr operowy

Moja ocena: 4/6

poniedziałek, 03 listopada 2008, paulina654

Polecane wpisy

  • Nowy rok...

    ...a wraz z nim nowa energia do pracy i nowe wyzwania :) Wiem, wiem, że dawno mnie tutaj nie było, lecz końcówkę roku miałam okropną. Nie miałam sił na zebranie

  • Przekwitająca róża miniatury

    Kolorowe czytanie - czerwony "Nazywam się Czerwień" ( Benim Adım Kırmızı), Orhan Pamuk, przeł. Danuta Chmielowska Wydawnictwo Literackie, Kr

  • "Kojec dla Kogutów"

    Kolorowe czytanie - Biały Aravind Adiga, Biały tygrys (The White Tiger), przeł. Ludwik Stawowy,powieść, str. 256, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2008 " - Jeste

Komentarze
inblanco
2008/11/04 08:25:02
A ja pokochałam Brunettiego i Wenecję Leon :) I to od pierwszego wejrzenia.
Najcenniejsza w tych powieściach jest konstrukcja głównej postaci i właśnie samo miasto, które przestało trącić, pozwól, że pójdę dalej tym samym tropem stylistycznym co Ty, wulgarnym urokiem starej dziwki ;))) Bo mnie tak właśnie kojarzyła się Wenecja: kiczowata i pełna turystów, nastawiona na sprzedaż i obsługę jak największej liczby
klientów.
A już kreacja Brunettiego to był powiew świeżości: oto w końcu bohater, który nie jest typem spod ciemnej gwiazdy, który o zgrozo, ma żonę i dzieci. I, maj-gad, jest szczęśliwy w życiu prywatnym ;))) Mój ulubieniec Wallander pod tym względem niestety wpisuje się przecież w pewien schemat: zmęczonego, rozczarowanego i zgorzkniałego faceta. Taki sam jest Rebus i wielu innych bohaterów powieści kryminalnych.
Brunetti na tym tle wyraźnie odstaje. Uwielbiam czytać o jego włóczeniu się po Wenecji, wybieraniu lokalu na posiłek, opisy tychże smakowitości. Pod tym względem lektura Leon powodowała zawsze, że robiłam się:
a) głodna
b) spragniona (wina lub kawy - w zależności, której z tych przyjemności oddawał się Brunetti)


Bardzo lubie te powieści ;))) Widziałam gdzieś zapowiedź kolejnej części, ale niestety przyznaję, że im dalej w cykl, tym moim zdaniem gorzej. To byłby jedyny kamyczek, który z mojej strony poleciałby do ogródka Leon.
To Ci się rozpisałam. Pozdrawiam serdecznie.
-
2008/11/09 21:41:06
ja, jak Inblanco, uwielbiam tę serię, miasto i komisarza Brunettiego;) to po jej lekturze jeszcze bardziej zachciało mi się tam jechać ...kiedyś...
-
2008/11/11 10:22:12
Akurat tej nie miałam jeszcze okazji przeczytać ale kilka pozycji Donny Leon mam za sobą i bardzo lubię urok Brunettiego i jego żony Paoli :))

Pozdrawiam ciepło :)))
-
2008/11/12 22:42:57
Inblanco to prawda, Wenecja ukazana oczami Donny Leon jest zupełnie inna niż ją sobie wyobrażałam ( i widzę,że Ty też inne miałaś wyobrażenia o niej). Ukazała mi ją jako miasto minionej urody i świetności jednak mającej dalej swój urok, zwłaszcza dla mieszkańców czy po prostu osób zakochanych w niej. I tak czytając pomyślałam sobie,że ja także mam podobny sentyment do swego miasta, które choć zaniedbane jest dla mnie piękne. Bo pod poszarzałymi tynkami pokrytymi brudem spalin kryje się wspaniała pod względem linii architektura staromiejskich kamienic...
Co do kreacji Brunettiego masz rację, wcale tego nie neguję jednak jak dla mnie było to za mało, za mało mnei wciągnęła akcja dlatego też 4 z mojej strony. Jednakże zapewne w przyszłości sięgnę po kolejną książkę z tej serii i może wtedy zauroczę się tak jak Ty?:)
pozdrawiam również serdecznie:)
P.S. Rozpisuj się, rozpisuj kochana do woli:) Właśnie po to m.in. stworzyłam ten blog, aby móc przeczytać zdanie innych na temat tej czy tamtej książki. Ciekawi mnie tak różne spojrzenie na tę samą rzecz a czasami zupełnie takie samo, jak odbicie w lustrze:)
-
2008/11/12 22:45:23
chiaro jak na razie nie podzielam Waszego uwielbienia. Jednak może kiedyś tak ciepłe uczucia jak Wy do tej serii we mnie zapalą się?:) Kto wie...
P.S. A pojechać też zapragnęłam, aby skonfrontować to jakie wyobrażenie Wenecji powstało w mojej głowie...
-
2008/11/12 22:47:07
judytto no widzisz a ja jak na razie tylko tą pozycję miałam możliwość przeczytać:) Wszystko jeszcze przed nami:)
pozdrawiam gorąco:):):)
-
Gość: monika, *.bb.online.no
2012/06/22 20:31:36
inblanco - Wenecja jako miasto (to rzeczywiste -choc to chyba złe okreslenie, bo jak dla mnie jest ono bardzo magiczne;)) jest naprawde boska i nie w sobie nic z wystrojonej dziwki;)) Fakt, tlum turystów i sklepikow z pamiatkami może zniechęcać ale warto sie tam wybrac dla samego klimatu i starac sie nie zwracac uwagi na ludzi... zreszta bez sensu byloby nie pojechac tam TYLKO DLATEGO ze jezdza tam tłumy.. Kiedy sie wyciszysz (co nie jest trudne jesli sie ma wyobraznie;)) uwiedzie cię niepowtarzalny nastroj waskich uliczek, niekonczacych sie mostow, architektury, tajemniczej wody (czasem niespodziewanie napotkanej na koncu slepej uliczki;)) itd itd
A popękane zabudowania są piękne, bo nie sa plastikowe, sztuczne, nie sa na siłe przypudrowane kolejna warstwą farby , zreszta nawet pomijajac ten aspekt same w sobie robia wrażenie.. tak jakbysmy znalezli sie w zagubionym miescie , cofnęli czas...
Wenecja jest WSPANIAŁA i pisze to fanka Charlesa Bukowskiego a nie tandetnych Harlekinów ;)