| < Październik 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
statystyka
Wiatr sprawia iż nasiona dmuchawca wędrują daleko w świat,w tylko sobie znanym kierunku...tak moje myśli za sprawą książek wędrują w coraz to inne obszary...mojej wyobraźni
Kategorie: Wszystkie | inne kartki ;) | Wyzwanie czytelnicze
RSS
piątek, 26 marca 2010

 

"Powiedział mi wróżbita: Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie" (oryg.Un indovino mi Cisse), Tiziano Terzani, przeł. Jerzy Łoziński,

wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2008,

esej (szkic literacki)/zbiór esejów (szkiców), jęz. oryg. włoski, str. 376

 

"„Strzeż się! Istnieje wielkie ryzyko, że umrzesz w roku 1993. Dlatego nie wolno ci w tym roku latać. Ani razu!". Tak powiedział mi wróżbita. [...] No dobrze, i co teraz robić? Uwierzyć staremu Chińczykowi i przeorganizować swoje życie? Czy też udawać, że nic się nie stało, i wszystko robić po staremu, powtarzając sobie: „Do diabła z wróżbitami i ich głupimi przepowiedniami”?" 1

 

Gdybyś usłyszał takie słowa od wróżbity co zrobiłbyś? Uwierzyłbyś  w słowa czy  podszedłbyś do nich z dystansem lub wręcz ironicznie powiedział: "Co za bajki". Ja sama nie wiem jak w takiej sytuacji bym postąpiła. Mogę jedynie przypuszczać. Nigdy nie byłam u wróżki a i horoskopów nie czytam, a nawet jak w przeszłości mi się to zdarzyło podchodziłam do tego z uśmiechem. Myślę jednak, że w tym konkretnym przypadku, choć może bym nie postąpiła zgodnie z  radą wróżbity, to jednak w mym sercu zasiano by ziarenko niepewności, które z czasem mogłoby urosnąć do rangi ciężkiego kamienia leżącego mi na sercu w czasie mających się odbyć podróży podniebnych. Lecz tego do końca nie wiem...

Tizano Terzani - włoski reporter, dziennikarz i wieloletni korespondent Der Spiegla w Azji, osoba trzeźwo i logicznie myśląca postanawia jednak zmienić dotychczasowy tryb swego życia i na rok zrezygnować ze środka lokomocji w postaci samolotów. Dla osoby wykonującej taki a nie inny zawód, stale przemieszczającej się w inne miejsca podjęta decyzja sprawiła niedogodności w pracy. Jednak pisarz nie żałował podjętej decyzji. Sam oznajmia:

„Decyzja okazała się znakomita, a rok 1993 – jednym z najbardziej niezwykłych. Przepowiedziano mi śmierć, a tymczasem odżyłem. To, co zrazu wydawało się klątwą, okazało się błogosławieństwem.” 2

Wiązało się to jednak z dłuższym czasem podróży, gdyż przemieszczanie się z miejsca na miejsce przestało być jedynie kwestią godzin. Zamiast  kilku godzinnego lotu samolotem czekała go kilkudniowa  przeprawa samochodem, pociągiem lub statkiem. Przed wyjazdami należało się też zapoznać z topografią terenu i zaplanować przeprawę. Góry i rzeki przestały być tylko kreskami widzianymi z okien samolotu, lecz realnymi przeszkodami do przejścia. Dzięki temu wszystkiemu powróciło to co latanie odbiera - świadomość gigantycznych rozmiarów globu, zauważenie innych ludzi i kultur, niespodzianki i zaskoczenie. Poza tym Tiziano Terzani podjął jeszcze jedne postanowienie na dany rok - będzie rozglądał się w nowo zawitanym miejscu za najwybitniejszymi miejscowymi wróżbitami czy wizjonerami pytając się o swoją przyszłość i obserwując czy dane odpowiedzi układają się w logiczną całość.  Dzięki temu wszystkiemu razem z autorem podążamy w podróż po Azji Południowo-Wschodniej zwiedzając m.in. Laos, Tajlandię, Kambodżę, Malezję czy Wietnam a dzięki rezygnacji z podróży samolotem poznajemy te kraje o wiele lepiej. Możemy zobaczyć poszczególne państwa z zupełnie innej strony, niedostępnej dla typowych turystów przemieszczającymi się do tych krajów powietrznymi drogami. Autor nie raz miał problemy ze swobodnym podróżowaniem po Azji, gdyż czasami jedynie samolotem można było się dostać do niektórych miejsc a urzędnicy z niedowierzaniem i zdziwieniem spoglądali na dziennikarza i jego starania. Wiele razy tylko dzięki podzieleniu się  z nimi przez Włocha słowami wróżbity i głęboko tkwiącej w kulturze tych krajów wierze w moc przepowiedni otwierały się przed Terzanim lądowe granice kolejnych państw. Widzimy prawdziwe oblicze krajów skrywane i maskowane pięknymi lotniskami witającymi turystów, świata bez skazy lecz gdy przejdzie się poza utarte szlaki i po prostu będzie się miało otwarte oczy a nie szeroko zamknięte pozna się prawdziwą Azję, która jak się okazuje zachodzi w zapomnienie... Tak, tak. To co mnie najbardziej uderzyło w tej książce to to, że nowoczesna cywilizacja zabija wszystko na swojej drodze. Nie tylko przynosi pewne "luksusy" okupowane czyimś nieszczęściem a tradycja, kultura oraz pierwotna fauna i flora powoli odchodzą w zapomnienie. Z jednej strony widzimy "antyczny Laos, odległy i wciąż jeszcze dziewiczy", gdzie wielkie wrażenie robi Równina Dzbanów pełna nie wiadomo przez kogo rzeźbionych wielkich, tajemniczych kamiennych naczyń i jak legenda głosi zrobiona przez olbrzymów biesiadujących przy stole na szczycie góry.  Z drugiej przeraża wulgarna nowoczesność Bangkoku "[...]brudnego, chaotycznego, śmierdzącego, gdzie woda jest zatruta, a powietrze skażone ołowiem, gdzie jedna osoba na pięć jest bezdomna, jedna na sześćdziesiąt – łącznie z noworodkami – jest nosicielem wirusa HIV, jedna kobieta na trzydzieści zarabia jako prostytutka i co godzina ktoś popełnia samobójstwo.”3 Jest to przemienione dawne Miasto Aniołów, gdzie niegdyś domy były budowane na palach a ulice stanowiły kanały i jedynym środkiem transportu były łódki. Teraz brakuje tam wody a politycy nie martwią się biedakami cierpiącymi z pragnienia lecz, że w tzw. "salonach masażu" nie starcza wody, aby obmywać intymne części ciała licznych klientów. Chociaż do dziś  niektórzy z Padaungów oceniają urodę kobiety podług długości jej szyi zakładając na niej każdej dziewczynce srebrne obręcze tak, że w momencie odpowiednim do zamążpójścia posiada ona kosztowny kołnierz o długości 40-50 cm to jednak dawna Azja przestaje istnieć. Tak jak w przypadku Japonii otwierają się inne kraje Azji Południowo-Wschodniej ku Europie i Chinom przy czym wydaje się z tej lektury, że tracą one na tym, czym najbardziej zachwycały - swą odmiennością i indywidualnością stając się kolejnymi szklanymi miastami...

„Przez dobrą lornetkę można było rozpoznać napis po angielsku: „Obcokrajowcy! Wstęp wzbroniony! Przekroczenie tego punktu grozi śmiercią przez zastrzelenie!”. Dzisiaj zamiast niego widnieją złote litery: „Turyści! Witajcie w Birmie!”. Także więc i Birma uległa powszechnemu losowi. Przez trzydzieści lat się opierała, chcąc w izolacji stąpać własną drogą, ale ostatecznie jej się to nie udało. Wydaje się, że nie uda się to żadnemu krajowi.” 4

Co zdumiewające, dziennikarz po powrocie do Europy zwrócił uwagę na to, jak świetnie stary kontynent znosi swój wiek. "Nie zabiegał o nową twarz, był dumny z tej, którą posiadał, i robił wiele, by ją zachować. Po azjatyckiej obsesji samounicestwienia było to bardzo budujące.”5

Poza tym towarzysząc Włochowi w podróży poznajemy postacie wielu wróżbitów, których rady i spojrzenia w przyszłość zdumiewały swymi metodami, nie zawsze pokrywając się ze sobą a pod koniec powodując niemały zawrót głowy...

„Na jednej z indonezyjskich wysp spotkałem bomoh, eksperta w sprawach czarnej magii, który przestrzegł mnie, abym nigdy, przenigdy nie siusiał pod słońce. Inny zakazał mi robienia tego w kierunku księżyca. W Singapurze wiekowa szamanka, w rymowanej, antycznej chińszczyźnie oznajmiła, że nigdy już więcej nie wolno mi zjeść psa czy węża. Zdarzył się wróżbita, który zabronił mi jedzenia wołowiny, inny nakazał przejść już do końca życia na wegetarianizm. Stary lama w Ułan Bator wyczytał cały mój los z tego, jak pękała jagnięca łopatka wolno pieczona nad palonym łajnem, a następnie wręczył mi pakiecik wonnych, ususzonych mongolskich ziół, które miałem wąchać w obliczu niebezpieczeństwa. Pod Phnom Penh buddyjski mnich wylał na mnie – kompletnie ubranego – wiadro tej samej wody, którą leczył epileptyków.”6

Tiziano Terzani dzięki tej jednej przepowiedni zaczął interesować się tymi osobami i ich sposobami przepowiadania przyszłości. Próbował wniknąć w tajemniczy świat intuicji, który bardzo często nam coś podpowiada, a którego jednak często nie słuchamy. Sam doświadczył tego jak świat przepowiedni i wróżb wciąga powodując, iż stale szuka się porad u różnych osób zadając wciąż te same pytania i czekając na odpowiedź z niezmienną ciekawością. To jest jak narkotyk, uzależnienie...Jak gra w kasynie, gdzie człowiek łudzi się iż za chwilę los się odmieni i dostanie główną wygraną. Lecz czy to nie jest mamienie siebie?...

Wierzę, że każdy jest kowalem swojego losu i wiele rzeczy zależy od nas samych. Prawie wszystkie... A odpowiedzi na pytania są w nas samych...i musimy je tam  szukać.


Książkę przeczytałam w ramach Dyskusyjnego Klubu Książek, do którego  zapisałam się pod wpływem osób z innych blogów książkowych. Podczas spotkania doszliśmy do wniosku, że zapoznamy się jeszcze z innymi książkami tego pana, którego chętnie każda osoba z DKK by osobiście poznała i z nim porozmawiała. Pisze on świetnie, lekko, nie przynudzając i dając możliwość zapoznać się bliżej z kulturą i charakterem ludzi z Azji Południowo - Wschodniej a mapka zamieszczona w książce ułatwia śledzenie podróży pisarza po tym kontynencie.

 

Moja ocena: 5+/6

 

Wybrane cytaty:

  • „Poznawanie jest źródłem radości, ale tylko wtedy, gdy przychodzi z trudnością, i nigdzie nie jest to bardziej prawdziwe niż tam, gdzie sprawa dotyczy poznawania innych krajów.” 7
  • „Zerknąłem na zegarek i uznałem, że ostatnie dziesięć minut wolę poświęcić na rozmowę o Normanie niż o mnie. Przerwałem mu i spytałem, czy wierzy w to, co widzi w kartach. Nie w stu procentach, gdyż wtedy nie ponosilibyśmy zupełnie odpowiedzialności za swoje czyny. To, co może zrobić, to pomóc ludziom zmienić ustawienie światła, a potem dzięki wolnej woli oni zmieniać układ cieni. I w to rzeczywiście wierzy: na cienie można wpływać.” 8
  • „Mędrzec wie, że życie to tylko płomyczek szarpany przez wichurę.” 9
  • „Możliwość znalezienia czasu dla siebie jest najlepszym lekarstwem na choroby duszy, na które jednak ludziom najtrudniej się zdobyć.” 10

 

------------------

1 - Tiziano Terzani, "Powiedział mi wróżbita: Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie", tłum. Jerzy Łoziński, wyd. Zysk i S-ka, 2008, s.11

2 - Tamże, s. 13

3 - Tamże, s. 42

4 - Tamże, s. 57

5 - Tamże, s. 322

6 - Tamże, s. 17

7 - Tamże, s. 15

8 - Tamże, s. 321

9 - Tamże, s. 248

10 - Tamże, s. 326

piątek, 15 stycznia 2010

...a wraz z nim nowa energia do pracy i nowe wyzwania :)

Wiem, wiem, że dawno mnie tutaj nie było, lecz końcówkę roku miałam okropną. Nie miałam sił na zebranie myśli a co dopiero na robienie recenzji i tym samym nie dokończyłam ostatnich wyzwań czytelniczych :( Jednak teraz z nowym zapasem sił chciałabym powrócić i znów zacząć pisać. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Kiedy zobaczyłam, że ruszyły nowe wyzwania podskoczyłam z radości a wraz ze mną adrenalina ;) i krew zaczęła szybciej krążyć (chyba nie wątpicie w to moi kochani maniacy książkowi ). Od razu łapczywie zaczęłam wzrokiem przeglądać proponowane listy książek do przeczytania i ... już wiedziałam, że muszę się również przyłączyć. To, że skopałam poprzednie wyzwania spowodowało trochę niepewności czy mogę zatem podejmować się ich znów, lecz... nikt nie jest doskonały a poza tym po to jest życie, aby próbować raz po raz swoich sił :) Przecież nie należy się poddawać! Zatem ogłaszam, że z chęcią przyłączam się wraz do pozostałych osób i z nowymi wyzwaniami wkraczam w nowy rok. Oby był bardzo obfitujący w ciekawe książki, czego sobie i Wam życzę! :)

A zatem do dzieła!

 

Hm... Amerykańskie Południe w Literaturze. Oczywiście jest w czym wybierać a ponieważ wiele tytułów jest przeze mnie jeszcze niepoznanych  dlatego długo się zastanawiałam co by wybrać. Ostatecznie biorąc pod uwagę zasobność moich bibliotek w mieście stworzyłam taką oto listę:

  • "Książę przypływów" - Pat Conroy
  • "Światłość w sierpniu" - William Faulkner
  • "Zabić drozda" - Harper Lee

W przypadku ubiegnięcia mnie przez inną osobę w bibliotece listę rezerwową stanowią:

  • "Sekretne życie pszczół" - Sue Monk Kidd
  • "Letnisko" - Anne Rivers Siddons

 

 

 

Tutaj stwierdziłam, że długo się nie będę zastanawiać (bo i tak chciałabym najlepiej poznać wszystkie decyzje jury i przekonać się czy bym się pod nimi podpisała) wybrałam pierwsze nagrody wpadające mi w oko, a oto i one:

Nike

  • 1997 - "Widnokrąg" Wiesław Myśliwski

The Man Booker Prize for Fiction

  • 1971 - "W wolnym kraju" V. S. Naipaul

Orange Prize

  • 1997 - "Płomyki pamięci" Anne Michaels

Prix Goncourt

  • 1975 - "Życie przed sobą" Emile Ajar (Romain Gary)

 



środa, 02 września 2009

Kolorowe czytanie - czerwony

"Nazywam się Czerwień" (Benim Adım Kırmızı), Orhan Pamuk, przeł. Danuta Chmielowska

Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2007

powieść, jęz. oryg. turecki, str. 592

„Tak zwiędła czerwona bujna róża miniatury, która dzięki Persom kwitła w Stambule blisko sto lat. Walka między stylem starych mistrzów z Heratu i nowymi europejskimi metodami, która stała się przyczyną kłótni między malarzami i zrodziła tyle problemów, skończyła się niczym. Od tej pory nie rysowano tak jak na zachodzie, ani tak jak na Wschodzie. Malarze nie oburzali się i nie buntowali, przyjęli to wszystko ze smutną pokorą, jak starzec w milczeniu przyjmuje chorobę. Nikt więcej nie interesował się dziełami wielkich mistrzów z Heratu i Tabrizu ani nowymi metodami Europejczyków. Miniatura pogrążyła się w ciemności jak miasto, kiedy nocą gasną wszystkie światła i zamykają się drzwi domów. Nikt nie pamiętał czasów innego postrzegania wszechświata.” 1

 

XVI wieczny Stambuł - czas przekwitu "bujnej róży miniatury". Pod koniec prac nad ilustracjami do księgi wykonywanej na polecenie sułtana na tysięczną rocznicę hidżry zamordowany zostaje jeden z wykonujących je miniaturzystów - Elegant. Podejrzenie o zbrodnię pada na trzech pozostałych ilustratorów - Oliwkę, Bociana i Motyla. Wszyscy czterej wykonują ilustracje do księgi w wielkiej tajemnicy przychodząc pojedynczo do mieszkania ich opiekuna - "Wuja" tam tworząc i jednocześnie nie widząc nawzajem wyników swoich starań. Na życzenie "Opiekuna Świata" rysunki wykonywane są w stylu europejskim, aby pokazać, że "[...] on sam i jego państwo znają europejski sposób malowania oraz panujące w Europie obyczaje i potrafią ich tak samo dochowywać." 2 W tym samym czasie po dwunastu latach nieobecności do miasta wraca Czarny. U Wuja spotyka jego córkę - Şeküre i płomień niespełnionej miłości na nowo wybucha. Starając się tym razem zdobyć rękę samotnej matki dwóch synów na próżno czekającej na powrót męża z wojny. Czarny jednocześnie zapoznaje się z pracą Wuja i próbuje rozwiązać zagadkę morderstwa.

 

Już od bardzo dawna trawiła mnie przemożna chęć przeczytania właśnie tej książki Noblisty Orhana Pamuka. Nie pamiętam już czemu i dlaczego, ale pojawiła się ona i nie opuszczała mnie na krok. Widząc nowe wyzwanie czytelnicze "Kolorowe czytanie" od razu nasunęła mi się na myśl ta pozycja do przeczytania. W końcu wypożyczyłam, przeczytałam i ...mówiąc szczerze zawiodłam się :( Moi drodzy, nie myślcie sobie, że jest to słaba powieść. Co to, to nie! Jednakże chyba zbyt duże mniemanie miałam o niej. Czasami tak się już zdarza. Orhan Pamuk ukazuje w niej czasy miniaturzystów a dokładnie ich schyłek. Uczynił to w sposób bogaty a może aż zbyt przebogaty, mogący osoby niezainteresowane tym odrobinę  znużyć. Mi osobiście to nie przeszkadzało bo dzięki temu mogłam poznać tę dziedzinę sztuki, dotychczas mi nieznaną. Sama nie posiadam talentu plastycznego a prace wykonywane w ramach zajęć plastyki w podstawówce najchętniej schowałabym pod ziemię ;) dlatego też chyba z tak wielkim podziwem zawsze oglądam piękno prac "uzdolnionych" osób. W powieści czytelnik wraz z Czarnym może ukradkiem wejść do środka ówczesnej pracowni zaznajamiając się z tym co się tam dzieje. „Idąc za młodym i przystojnym terminatorem, minąłem podeszłych wiekiem mistrzów introligatorów, którzy dostawali zawrotów głowy od zapachów żywicy i kleju, mistrzów miniaturzystów, którym w młodym wieku wyrosły garby, i pomocników, którzy mieszali farby, nie patrząc w misy na ich kolanach, lecz smętnie wpatrując się w płomienie pieca. W rogu zauważyłem starca, starannie malującego trzymane w rękach jajo strusia, innego starszego mężczyznę z przyjemnością ozdabiającego skrzynkę i młodego praktykanta, który obserwował ich z szacunkiem. Przez otwarte drzwi dostrzegłem młodych uczniów, skarconych przez mistrzów, którzy z rozpalonymi policzkami pochylając się delikatnie nad rozpostartymi przed nimi kartami, próbowali zrozumieć popełnione przez siebie błędy. W innym pomieszczeniu smutny i zmartwiony praktykant, zapomniawszy o farbach, kartonach i malarstwie, patrzył na ulicę, którą przed chwilą podekscytowany spacerowałem. W jednej z innych cel miniaturzyści kopiujący malowidło, przygotowujący szablon i farby oraz ostrzący pióra przyglądali się mi – obcemu –spode łba.” 3 a także dzięki jego wspomnieniom zapoznać się z czasami, w których i on uczęszczał po nauki do pracowni: „Przypomniały mi się chłosty oraz uderzenia kijem w stopy aż do krwi, które otrzymywali leniwi lub marnujący drogie farby praktykanci.” 4 oraz zobaczyć jak przez kilkanaście lat zmienił się w jego oczach naczelny mistrz Osman, który jawił mu się we wspomnieniach na podobieństwo godnego podziwu Behzada. Nie ma jednoznacznego kryterium określającego uzdolnionego mistrza, gdyż ono zmienia się wraz z upływem czasu. "Ważne jest, by talent i moralność miniaturzysty nie zagrażały, ale służyły tradycji naszej sztuki." 5 Mistrz Osman zadawał trzy pytania, aby się zorientować co niesie ze sobą dany malarz. Najpierw pytał o podpis i styl, czas miniaturzysty i Allaha a na końcu o ślepotę. W czasach miniaturzystów artysta nie podpisywał się na swej pracy oraz posługiwał się stylem mistrzów, których starał się wiernie odtwarzać i im dorównać. W ten sposób czasami ciężko potem było  rozpoznać autora pracy. Nie ważna była bowiem osoba, która to dzieło stworzyła, lecz jego wartość. Natomiast ślepota była nagrodą - "[...] największym wyróżnieniem dla miniaturzysty jest widzieć w ciemnościach zesłanych przez Allaha." 6 co może być dla nas obecnie czymś dziwnym, gdyż przecież ślepota powoduje poruszanie się artysty w ciemnościach, w których nie może się odnaleźć doprowadzając go nie raz do rozpaczy.  Natomiast w ówczesnych czasach nawet z zawiązanymi oczami potrafili miniaturzyści rysować konia zaczynając najczęściej od kopyt. „Bywało, że na mistrzów, którzy nie oślepli na starość, patrzono podejrzliwie, dlatego wielu z nich robiło wszystko, by pozbyć się wzroku. Z szacunkiem odnoszono się również do twórców, którzy sami się oślepiali, idąc za przykładem legendarnych mistrzów, wybierających utratę wzroku zamiast pracy dla innego władcy lub zmiany stylu.” 7

Poza obszernymi opisami o miniaturze w powieści Orhana rzuca się w oczy ciekawa kompozycja. Każdy rozdział ma swojego narratora, którym jest nie tylko człowiek a także np. tytułowa Czerwień czy drzewo. Dodatkowo podobały mi się zdobienia pierwszych stron każdego rozdziału, które były dopasowane do klimatu powieści. I choć zetnęłam się jakiś czas temu z tym, że nie wszyscy kończą tę książkę to wierzę, że znajdzie się jednak wiele osób chcących zapoznać się z tą powieścią i do końca ją przeczytają.


Moja ocena: 4+/6


Wybrane cytaty:

  • „Rysowanie jest muzyką dla oczu i wyciszeniem umysłu.” 8
  • „[…] miłość to zdolność czynienia widzialnym niewidzialnego, to pragnienie wyczuwania niewidzialnego.” 9
  • „Kolor to dotyk oka, muzyka głuchego, słowa płynące z ciemności.” 10
  • „Jeśli widok umiłowanej żyje w sercu człowieka, to świat należy do niego.” 11

 

 

-----------------

1 - Orhan Pamuk, "Nazywam się Czerwień", tłum. Danuta Chmielowska, wyd. Literackie, 2007, s. 584

2 - Tamże, s. 53

3 - Tamże, s. 83-84

4 - Tamże, s. 84

5 - Tamże, s. 94

6 - Tamże, s. 95

7 - Tamże, s. 411

8 - Tamże, s. 93

9 - Tamże, s. 171

10 - Tamże, s. 269

11 - Tamże, s. 52

czwartek, 30 lipca 2009

 

Kolorowe czytanie - Biały

 

Aravind Adiga, Biały tygrys (The White Tiger), przeł. Ludwik Stawowy,powieść, str. 256, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2008


" - Jesteś, młody człowieku, inteligentny, szczery, energiczny,a tamci to stado opryszków

i idiotów. Jakie jest najrzadsze zwierzę w dżungli, stworzenie,co pojawia się raz

na pokolenie?

- Biały tygrys - odpowiedziałem po namyśle.

- To właśnie ty tutaj, w tej dżungli - odparł inspektor. Zanim wyszedł dodał jeszcze:

- Napiszę do Patny, żeby Ci przysłali stypendium. Musisz iść do prawdziwej szkoły, gdzieś

daleko stąd. Musisz dostać prawdziwy mundurek i prawdziwe wykształcenie." 1

 

Biały tygrys żyjący jedynie w subtropikalnych lasach Bengalu w północno – wschodnich Indiach stanowi osobliwość poszukiwaną przez ogrody zoologiczne. Przyciąga swoim charakterystycznym umaszczeniem sierści i wzrokiem mogącym zahipnotyzować. Tak samo rzadki okaz stanowią osoby, które wybiły się z Ciemności w kraju, gdzie urodzenie i kasta determinują nie tylko ich los, ale także ich dzieci i wnuków. Bowiem „[…] Indie to dwa kraje w jednym: Indie Jasności i Indie Ciemności. Jasność przynosi […] krajowi ocean. Każdemu miejscu na mapie Indii położonemu blisko oceanu wiedzie się dobrze. Ale rzeka przynosi Indiom ciemność – czarna rzeka.” 2 Rzeka ta swymi długimi mackami owija się wokół swych ofiar, które rzadko kiedy potrafią wydostać się z nich i to z niezmiernym trudem. Okupione to często jest nieczystym sumieniem i wyrzutami, że swoje szczęście wiąże się z cierpieniem innych, a ciężko z tym przecież żyć...


Tytułowy "Biały tygrys" to w rzeczywistości Balram Halwai, któremu imię nadał nauczyciel w szkole, gdyż przez rodzinę nazywany był Munna co znaczy po prostu "chłopiec". Jego historię - od lat młodzieńczych w  biednej wiosce Laxmangarh aż po życie dorosłe w Bangalurze, możemy poznać czytając e-maile pisane nocną porą lub nad ranem do premiera Chin pana Jiabao na swym srebrnym laptopie firmy Macintosh. Śledzimy jak z biednego i niewinnego młodzieńca staje się pewnym siebie przedsiębiorcą poznającym twarde prawa rządzące rzeczywistością - zjesz albo sam zostaniesz  zjedzony. Jak sam wyznaje: „Mój kraj należy do tych, w których opłaca się grać na dwie strony: hinduski przedsiębiorca musi być jednocześnie rzetelny i nieuczciwy, drwiący i wierzący, podstępny i szczery.” 3 Munna pragnie wydostać się z "Kojca dla Kogutów", w którym tkwi tysiące takich jak on. Pragnie nie być bezwolną marionetką poddającą się swojemu losowi przypisanemu już przy urodzeniu. Chce wziąść los w swoje ręce i przestać być służącym, choć uniżoność wobec "Wielkich" ma już we krwi z dziada i pradziada. Pragnie coś zmienić, lecz droga by tego dokonać jest w zasadzie jedna...
o barwie krwi.

Książkę Aravinda Adigi czytałam z zapartym tchem ciekawa kraju, o którym tak mało wiem - Indiach. Pokazane jest jak większość ludności tego kraju żyje w ubóstwie a najważniejszym członkiem rodziny jest bawolica - ze wszystkich najgrubsza bowiem z jej tłustością wiązały się wszelkie nadzieje rodziny. Dzieci bardzo szybko kończyły naukę nierzadko nie umiejąc nawet pisać i czytać, gdyż potrzebna była kolejna para rąk do pracy. Wioską Laxmangarh rządziły cztery Zwierzaki (Bawół, Bocian, Dzik i Kruk), ciągle głodne i nienażarte wykorzystując mieszkańców wsi. Promyczek nadziei na lepsze jutro stanowiło wyjechanie na południe kraju - do Jasności, aby tam szukać swego szczęścia. Często bywały one płonne gasnąc w brudzie slumsów lub pod mostem. Niekiedy tak jak Balramowi, dzięki determinacji, inteligencji i charakterowi udawało się wyjść z Kojca dla Kogutów przechodząc na drugą stronę - Wielkich Brzuchów.


Moja ocena: 5+/6


Wybrane cytaty:

  • „Biedak nosi historię swego życia wypisaną ostrym piórem na skórze.” 4
  • „Ja i tysiące takich jak ja w tym kraju jesteśmy niedouczeni, bo nie mogliśmy skończyć nauki. Gdyby tak ktoś otworzył nam czaszki i poświecił latarenką, odkryłby dziwaczne muzeum informacji: zdania zapamiętane z podręczników historii czy matematyki (żaden chłopiec nie pamięta tak dobrze, czego się uczył, jak ten, któremu naukę przerwano, zapewniam Pana); opinie na temat polityki, przeczytane w gazetach, w oczekiwaniu że ktoś przyjdzie do biura; trójkąty i ostrosłupy widziane na kartkach wyrwanych ze starych podręczników do geometrii (w takie kartki pakują przekąski wszystkie herbaciarnie w tym kraju);” 5
  • „Kobiety już czekały. Chowały się za drzwiami i gdy tylko mężczyźni przekraczali próg, rzucały się na nich jak dzikie koty na kawał mięsa. Były bijatyki, lamenty, piski. Wujowie stawiali opór i udawało im się zatrzymać trochę pieniędzy, ale ojciec zawsze wychodził z tego oskubany do gołej skóry. „Poradziłem sobie z miastem, ale nie z kobietami w moim domu” – mówił i zaszywał się w kącie pokoju.” 6
  • „Jestem najwierniejszym wyborcą w Indiach, a jeszcze nie widziałem kabiny do głosowania od środka.” 7


---------------

1 - Aravind Adiga, "Biały Tygrys", tłum. Ludwik Stawowy, wyd. Prószyński i Spółka, 2008, s. 34.

2 - Tamże, s. 17

3 - Tamże, s. 12

4 - Tamże, s. 27

5 - Tamże, s. 13

6 - Tamże, s. 26

7 - Tamże, s. 84

czwartek, 23 lipca 2009

Witam po bardzo długiej przerwie. W zasadzie od początku roku zaniedbałam to miejsce i kazałam wykazać się niezmiernie dużą cierpliwością osobom, które od czasu do czasu tu przybywały. A czy warto było czekać będziecie mogli kochani przekonać się z czasem;) Tłumaczyć się można by długo jednak napiszę 2 słowa - KONIEC STUDIÓW. Co się z tym wiąże to wiadomo. Ponieważ wybrałam sobie pracę magisterską doświadczalną i badałam pewne krople do oczu, nie miałam zbyt wiele czasu wolnego. Na szczęście dosłownie wczoraj rozpoczęły mi się w końcu wakacje i mogę odetchnąć z ulgą. Nie wiem jak mi zleciało te 5 lat, ale jakoś poszło (i to nawet nie tak źle;) ). Skręcając się z zazdrości;) śledziłam jak tylko miałam wolną chwilkę, Wasze starania w poprzednim wyzwaniu czytelniczym, które rozpoczęło się w dniu moich urodzin. Dziś mogę i ja przyłączyć się również do kolejnych. Jak małe dziecko cieszące się na słodycze, tak i ja zacieram dłonie na nowe przygody czytelnicze. A zapowiada się kolorowo i egzotycznie:):) Jak zwylke z wyborem książek było ciężko choć stanowi to część frajdy. Jeśli jeszcze ktoś nie wie o jakie wyzwania czytelnicze chodzi zapraszam tutaj i tutaj :) Oto co sobie zaplanowałam:

Kolorowe czytanie:

 

Moja podstawowa trójka:

  • "Biały tygrys" Aravind Adiga - właśnie dzisiaj skończyłam lekturę i już mogę napisać, że bardzo ale to bardzo mi się podobało
  • "Nazywam się czerwień" Orhan Pamuk - na tę książkę już dawno temu się napaliłam, ale jakoś nie miałam okazji, aby jej przeczytać. Nutto miałaś rację! w końcu nadszedł jej czas w innym wyzwaniu:) )
  • "Eve Green" Susan Fletcher - po przeczytaniu recenzji Padmy wiedziałam, że musi być na mojej liście

Listę rezerwową tworzą:

  • "Czarna woda" Kerstin Ekman
  • "Wzgórze błękitnego snu" Igor Newerly
  • "Kwiaty śliwy w złotym wazonie"
  • "Jeździec miedziany" Paullina Simons
  • "Heban" Ryszard Kapuściński
  • "Karmazynowy pałac" Jacqueline Briskin

 

Literatura na peryferiach:


 

Moja podstawowa trójka:

  • "Golgota" Czingiz Ajtmatow - KIRGIZJA
  • "Oddech, oczy, pamięć" Edwidge Danticat - HAITI
  • "Gdzie krokodyl zjada słońce" Peter Godwin - ZIMBABWE

Lista rezerwowa:

  • "Khul-khaal. Bransolety Egipcjanek" Nayra Atiya - EGIPT
  • "Wyjątek" Christian Jungersen - DANIA
  • "Dotknięcie ziemi" Rani Manicka - MALEZJA
  • "Każdego dnia" Mora Terézia - WĘGRY
  • "Kraj, gdzie nigdy się nie umiera" Ornela Vorpsi - ALBANIA
  • "Murzyn" Tatjana Gromaca - CHORWACJA

Tak jak w kolorowym wyzwaniu kierowałam się listą "książek do przeczytania" (która rozrosła się do niebotycznych rozmiarów i dzięki temu wyzwaniu będę mogła ją ciut uszczknąć) tak w tym wybrałam w zasadzie książki, o których dopiero dzięki wyzwaniowej liście mogłam przeczytać i się dowiedzieć. Mam tylko nadzieję, że się nie rozczaruję.

 

Życzę wszystkim udanych lektur (zresztą już widzę, że takowe nastąpiły) i zrealizowania planów czytelniczych a Padmie jako organizatorce jeszcze raz BARDZO PRAGNĘ PODZIĘKOWAĆ. JESTEŚ WSPANIAŁA!

sobota, 11 kwietnia 2009

 

 
 
 Zadumy u grobu pustego,
radości ze spotkania Zmartwychwstałego,
pokoju, nadziei, jajka smacznego
i udanego oblewanego!
Niech się nie zgubi wśród tylu pisanek 
świąt sens prawdziwy - Jezus - Baranek
 
 
 
P.S. Wszystkim moim czytelnikom życzę udanych świąt i odpoczynku. Cieszę się, że pomimo awarii komputera nadarzyła mi się okazja złożenia Wam życzeń. Przesyłam moc uścisków i garść uśmiechów. Jak to dobrze, że w końcu nastała wiosna!!!! :):):):)

 

20:14, paulina654
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 marca 2009

 

„Spoglądał na wyżarte ogniem dachy domów. Czego się właściwie spodziewał? Wyspy za frontem? Ojczyzny, spokoju, schronienia, pociechy? Może. Ale wyspy nadziei dawno już zatonęły w monotonii bezcelowej śmierci, fronty były rozdarte, a wojna wszędzie. Wszędzie, nawet w umysłach i sercach.”

 Każdy z nas zmęczony po ciężkim dniu pracy podąża jak najszybciej do swego domu. Domu, w którym będzie mógł zjeść ciepły posiłek po dniu spędzonym tylko na kanapkach a może i nawet nie... Domu, w którym choćby na godzinkę czy pół chce się wyciągnąć na kanapie i  po prostu nic nie robić. Miejsca, gdzie pośmieje się i porozmawia z pozostałymi domownikami. Ta atmosfera pełna ciepła prawdziwie domowego ogniska, gdzie zdażają się może nie raz jakieś nieporozumienia ale wiadomo, że wraca się do swojego miejsca... Taka nasza mała wyspa na oceanie w czasie sztormu... 

 Od pierwszych stron powieści Remarque'a można poczuć zapach i nastrój wszechogarniającej śmierci na rosyjskim froncie w czasie II wojny światowej. Śmierci, która miała inny zapach w Rosji aniżeli w Afryce. Bowiem w Afryce chociaż też zwłoki leżały długo na liniach frontu to jednak słońce operowało szybko powodując, że ciała w krótkim czasie stawały się lekkie i wysuszone a znajdowane po tygodniach "pozostawały niemal tylko szkielety klekocące w zbyt obszernych nagle mundurach. To była sucha śmierć - w piasku, słońcu i wietrze. W Rosji śmierć była mazista i cuchnąca". Gdzie tająca pierzyna śniegu odkrywała poszczególne części ciała zabitych, zarówno rosyjskich jak i niemieckich żołnierzy oraz cywilów, śpiących wiecznym snem...Odkrywała brzydotę i prawdziwą twarz wojny, wojny która zabrała tysiące istnień ludzkich...Któżby patrząc na to wszystko nie tęsknił za choćby odrobiną normalności, bezpieczeństwa odurzony tymże widokiem tak dzień po dniu? Każdy żołnierz marzył o powrocie choćby na chwilę do rodzinnego domu, kombinując jakby pozostać tam, w bezpiecznej przystani, na zawsze. Także i młody żołnierz Ernst Graeber wypatruje swojego urlopu i wytchnienia od tego wszystkiego. Chciałby pozostawić to gdzieś hen, daleko za sobą. Widząc klęski swej armii powoli godzi się na to, że znów jego miejsce w kolejce na urlop zapewne przeniesie się na nieokreśloną przyszłość i tylko dzięki odrobinie szczęścia, dosłownie tuż przed cofnięciem wszystkich urlopów dostaje decyzję o nim. Z nadzieją w sercu wraca koleją do domu wśród innych żołnierzy, widząc po drodze zniszczenia wojny. Wraca chcąc zobaczyć w końcu niezniszczone domy, pola uprawne, sady...lecz jak szybko się przekonuje to tylko czcze pragnienia. Jakże się zdumiewa widząc, że macki wojny dosięgnęły także i jego kraj! Gdzie jest to jego kochane miasto? Czy to ta sama jego ulica Hakenstrasse? Czy te szczątki to naprawdę jego kamienica, dom? Ernst musi szybko przyzwyczaić się do niespodziewanej rzeczywistości. Przekonuje się, że na froncie nie podają rzetelnych informacji o sytuacji panującej w kraju jak i w III Rzeszy o prawdziwej sytuacji na froncie...Zapoznaje się od nowa z topografią miasta i bezowocnie szuka wszędzie swoich rodziców. Niestety bardzo szybko się przekonuje iż to wcale nie będzie takie proste, gdyż poszukiwanych jest tysiące ludzi. Szuka wszędzie, gdzie tylko zdoła razem z poznanym żołnierzem chcącym odnaleźć swoją żonę. Dzieląc obszary poszukiwań na połowę mają większą szansę na odnalezienie swoich bliskich tym bardziej, że każdy z nich ma zaledwie kilka tygodni urlopu. Przy okazji Ernst spotyka swego dawnego kolegę - Alfonsa Bindinga, który jak okazuje się sprawuje obecnie stanowisko Kreisleitera. Pomimo upływu lat i niezbyt bliskich niegdyś więzi Alfons traktuje Ernsta jak swego przyjaciela pomagając mu w czasie Jego urlopu czy to w poszukiwaniach rodziców czy zaoparując go w różnorodne frykasy i trunki. W czasie tychże wędrówek po mieście w poszukiwaniu rodziców cienkie nici informacji zaprowadzają go do mieszkania doktora Kruse, który rzekomo miał sprawować opiekę lekarską nad jego rodzicami. Nie zastaje go na miejscu bo jak się okazuje został on zesłany do obozu koncentracyjnego. Za to rozmawia z Jego córką - Elżbietą, którą rozpoznaje jako dziewczynę z dawnej swej szkoły. I tak, nie wiadomo jak, nagle zaczyna sie z Nią spotykać i ....zakochuje się w Niej. Razem czerpią z Jego urlopu pełnymi garściami ile się da, z tego co im, młodym ludziom w tamtych czasach pozostało, z tego kawałka darowanego czasu. Kilka razy udaje im się przeżyć chwile zapomnienia wśród zawirowań wojennych wybierając się na kolację do hotelu "Germania" i udając tam obytych koneserów a Graeber podoficera i można by rzec zaprzyjaźniając się z kelnerem - Marabutem, który poleca im specjały kuchni. Potem po zbombardowaniu tegoż hotelu znajdują gospodę i restaurację Witte, która położona w przepięknym ogrodzie była jakby "oazą na pustyni ruin". Tam też spędzają jedne z ostanich swych chwil przed powrotem na front Graebera upajając się swoim szczęściem naznaczonym niewielką ale jakże głęboką rysą - zbliżającym się wyjazdem Ernsta. Marzą o zakończeniu wojny, o swojej wspólnej przyszłości bo przecież są jeszcze tak młodzi i tyle jeszcze przed nimi...„Pięknie będzie żyć – powiedziała. – Tak mało zaznaliśmy dobrego, prawie nic. Właśnie dlatego tyle jeszcze mamy przed sobą. Co dla innych ludzi jest zrozumiałe samo przez się, dla nas będzie wielką przygodą. Choćby powietrze, którego nie czuć już spalenizną. Albo kolacja bez kartek żywnościowych. Sklepy, w których można kupić, co się chce; miasta, które nie są zniszczone. Albo mówić nie rozglądając się przedtem na wszystkie strony. Nie bać się już! Długo to potrwa, ale powoli strach będzie malał, a nawet jeśli od czasu do czasu powróci, człowiek poczuje się szczęśliwy, gdyż uświadomi sobie od razu, że już nie potrzebuje się niczego obawiać.” Są jak drzewo, które w wyniku wybuchu bomby ledwo się trzyma częścią swych korzeni ziemi, ma obłamane gałęzie lecz mimo niesprzyjających warunków zakwitło. Bo "dla drzew nastąpiła juz wiosna. Wszystko inne nic je nie obchodzi. [...] One nas uczą. Ciągle nas uczą. Dziś po południu była to lipa, teraz to kwitnące drzewo. Rosną i wypuszczają liście i kwiaty; nawet złamane, rozwijają się nadal, jeżeli choć kawałek korzenia tkwi jeszcze w ziemi. Bezustannie nas uczą, nie skarżą się i nie litują nad sobą.” Tak... przyroda i zwierzęta uczą ludzi a także nasza historia lecz czy naprawdę potrafimy wyciągnąć z tego wnioski?

 Choć książkę tą przeczytałam już jakiś czas temu bo na przełomie Nowego i Starego Roku (2008/2009) to mimo wszystko pozostaje mi w pamięci jak żywa. Nie wiem czemu sięgnęłam po taką lekturę w okresie sylwestrowym. Nie wiem, ale niezmiernie się cieszę z tego. Może lektura nie łatwa a na pewno tematyka niezbyt wesoła lecz dająca mi wiele refleksji. "Czyż medal nie miał zawsze dwóch stron? I czyż jedna z nich nie była zawsze ponura i nieludzka?" Czy ludzie w owych czasach tego nie dostrzegali? A może widzieli to, tylko jak to zwykle bywa nieprzyjemne sprawy odsuwamy gdzieś w głąb i zajmujemy się czymś przyjemniejszym...Woleli być głusi i ślepi na to co działo się dookoła bojąc się konsekwencji jakie mogłyby wyniknąć z zabrania głosu i powiedzenia NIE. No ale czyż i nie jest tak do dzisiaj? Rzadko kto ma odwagę wypowiadać swoje zdanie wbrew opinii ludzi wyżej postawionych, którzy nie są przecież nieomylni, gdyż w końcu też są tylko ludźmi... Remarque przypomina też, że "Człowiek zaczyna rozumieć innych dopiero wtedy, kiedy sam ma tyłek w ogniu. Gdy komuś się dobrze powodzi, nie pomyśli o tym." Pyta "Czy wystarczy włożyć cywilne ubranie, aby stać się człowiekiem [...]" Daje czytelnikowi do myślenia o winie i o współwinie, o początku osobistej odpowiedzialności jednocześnie nie dając opowiedzi na stawiane pytania, gdyż każdy sam musi na nie sobie odpowiedzieć. Pokazuje iż nie tylko ofiarami wojny były narody napadnięte przez Rzeszę ale i również ona stała się swoim własnym katem. Stwierdzając też w trakcie powieści, że "Po tej wojnie będzie straszliwie dużo do przebaczanie – i nie do przebaczania. Okres jednego pokolenia nie wystarczy.” I ma on całkowitą rację, co zauważymy rozglądając się dookoła a nawet nie szukając daleko, lecz zagłębiając się w siebie samych bo człowiekowi niezwykle trudno przychodzi wybaczanie...

Moja ocena: 6/6

Wybrane cytaty:

  • „Graeber spojrzał na jego zadowoloną, niefrasobliwą twarz i nagle zrozumiał, że sprawiedliwość i współczucie wiecznie skazane są na beznadziejną walkę i stale od nowa rozbijają się o samolubstwo, obojętność i strach – zrozumiał, że on także nie był wyjątkiem, że i on jest w to wplątany w niewiadomy, daleki i groźny sposób. I choć tak bardzo się przed tym bronił, czuł się w jakiś dziwny sposób związany z Bindingiem.”
  • „Kiedy człowiek kogoś kocha, doznaje wielu nowych obaw, o których przedtem nie miał pojęcia.”
  • „Bywają komendanci obozów koncentracyjnych posiadający poczucie humoru i esesowscy strażnicy, którzy w swoim gronie są dobroduszni i koleżeńscy. Bywają też zwolennicy obozów, którzy dostrzegają w nich tak zwane dobre strony, a nie zwracają uwagi na okropności lub też traktują je jako przejściową jedynie i twardą konieczność. Ludzie o elastycznym sumieniu.”
  • „Chciałem mieć coś, co by mnie trzymało – pomyślał. – Ale wcale nie przypuszczałem, że gdy się to ma, człowiek jest w dwójnasób wystawiony na ciosy.”
  • „Cud oczekuje zawsze na skraju rozpaczy.”
22:47, paulina654
Link Komentarze (11) »
czwartek, 05 marca 2009

 

...Chciałabym w tym miejscu przeprosić za niezapowiedzianą długą przerwę. Chyba ja sama do końca łudziłam się, że nie potrwa ona aż tak długo. Że uda mi się wygospodarować ciutek czasu na coś co sprawia mi prawdziwą przyjemność...moja miłość do książek (tak, miłość. Nie zawaham się tego słowa w tym miejcu użyć). Jednakże czasami już tak bywa, że należy poświęcić coś w imię czegoś innego równie ważnego. Bo mam kilka miłości w swym życiu czasami musząc poświęcić troszkę więcej czasu jednej nad drugą. Wybierając takie a nie inne studia byłam świadoma swego wyboru choć niektórzy od razu się mnie pytali czy wiem na co się decyduję, że nie będę miała czasu na swoje własne życie, tym bardziej, że należę do osób ambitnych. Teraz już prawie na końcówce było naprawdę ciężko i przeżyłam trudny czas ale jakoś żyję:) Jeszcze czekam na wyniki z 2 egzaminów ruszając już pełną parą nad badaniami potrzebnymi do mej pracy magisterskiej. Nowy rok rozpoczął się dla mnie niezbyt przychylnie lecz nauczona doświadczeniem wiedziałam, że w końcu po gorszym czasie nadejdzie lepszy i mam nadzieję, że właśnie powoli będzie kończyć się ten pierwszy. Pełna nadziei, że znajdę znów więcej czasu na jedną z moich pasji- książki  zamierzam na nowo powrócić tutaj a jak będzie zobaczymy:)

Dziękuję wszystkim serdecznie za odwiedziny w czasie mojej nieobecności i postanawiam w miarę możliwości nadrobić zaległości związane z czytaniem Waszych blogów.

Brakowało mi Was...

P.S. Drobna korekta;) Nowy Rok rozpoczął mi się cudownie, gdyż mój ukochany właśnie oświadczył mi się w jego pierwszych minutach... Chyba tak wiele szczęścia musiało zostać wyrównane późniejszym gorszym czasem;) ale co mi tam:) Ważne, że mam przy swoim boku kochającą osobę czego i Wam życzę- abyście zawsze były przy Was osoby, które kochacie pozwalające przeżyć najgorszy czas - jako mocno spóźnione ale niemniej szczere noworoczne życzenia:)

środa, 24 grudnia 2008

 

Jest taka noc, na którą człowiek czeka
i za którą tęskni.
Jest taki wyjątkowy wieczór w roku,
gdy wszyscy obecni gromadzą się przy wspólnym stole.
Jest taki wieczór, gdy gasną spory, znika nienawiść...
Wieczór, gdy łamiemy opłatek, składamy życzenia...
To noc wyjątkowa... Jedyna... Niepowtarzalna...
Noc Bożego Narodzenia...

Moi kochani czytelnicy!

Życzę Wam nadziei,
własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy,
filiżanki dobrej, pachnącej herbaty,
piękna poezji, muzyki, udanych lektur,

pogodnych świąt zimowych,
odpoczynku, zwolnienia oddechu,
nabrania dystansu do tego co wokół,
chwil roziskrzonych kolędą,
śmiechem i wspomnieniami.
Wesołych Świąt!

 

 P.S. Bardzo przepraszam za tę ciszę na moim blogu. Przed świętami miałam urwanie głowy na uczelni a jeszcze na dodatek złapała mnie grypa żołądkowa:( Mam nadzieję, że jak czas mi pozwoli odrobię zaległości. Jak nie przed sesją to po Niej.

 

 

10:18, paulina654
Link Komentarze (8) »
środa, 12 listopada 2008

Ach jak ten czas leci! Niedawno zaczynałam kolejne wyzwanie czytelnicze a tutaj już jego koniec nastąpił. Niestety znów zaległam z recenzjami lecz już jest ciutek lepiej niż było w poprzednim czytaniu w moim wykonaniu:) Na szczęście zdołałam przeczytać wszystkie wybrane książki z podstawowej listy, którą specjalnie zwiększyłam o 1 pozycję, aby zamiast 4 przeczytać chociażby 5 książek. I tak po kolej wędrowałam przez Oslo ("Półbrat" Lars Saabye Christensen),Florencję ("Pokój z widokiem" E.M.Forster), Nowy Jork ("Noc wyroczni" Paul Auster), Wenecję ("Śmierć w La Fenice" Donna Leon) i Rzym ("Rzymianka" Alberto Moravia). Zaczęłam także czytać "Święte gry" Vikrama Chandry, lecz z powodu braku czasu niestety nie zdążyłam na czas ich przeczytać. Jednak nie poddaję się i zamierzony cel na pewno w przyszłości w końcu osiągnę:)

W tym miejscu chciałabym bardzo serdecznie podziękować Padmie - organizatorce wyzwania czytelniczego, która niestrudzenie podejmuje się raz po raz tej roli i mówiąc szczerze tak jak inni czekam już na kolejne, ciekawa co czeka na nas tym razem:) Czekam tym bardziej, gdyż może tym razem w końcu zdążę na czas z realizacją moich wszystkich zadań?:)

Również dziękuję tak licznemu gronu uczestników wyzwania:) Zawsze z ciekawością czytam Wasze recenzje, które co rusz sprawiają iż moja lista książek do przeczytania się stale powiększa tylko obawiam się,że czasu mi nie starczy na przeczytanie ich. Chyba to jest odwieczne zmartwienie moli książkowych, nieprawdaż?;)

Zatem do zobacznia w kolejnej odsłonie wyznania czytelniczego!

 
1 , 2 , 3 , 4