| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
statystyka
Wiatr sprawia iż nasiona dmuchawca wędrują daleko w świat,w tylko sobie znanym kierunku...tak moje myśli za sprawą książek wędrują w coraz to inne obszary...mojej wyobraźni
Kategorie: Wszystkie | Wyzwanie czytelnicze | inne kartki ;)
RSS
środa, 12 listopada 2008

Miejskie czytanie - Rzym         

„[...] wydałam się sobie podobna do lalki z moich lat dziecinnych , którą ciągałam po podłodze i tarmosiłam przez cały dzień, a chociaż jej wygląd zewnętrzny nie ucierpiał na tym i dalej była różowa i uśmiechnięta, słyszałam, jak wewnątrz kołacze jej coś i zgrzyta. Odkręciłam Jej głowę i przez otwór wypadły skorupki porcelany, sznurki, sprężyny, metalowe płytki; były to szczątki mechanizmu, który poruszał oczami lalki i sprawiał, że mówiła. Były tam też jakieś tajemnicze kawałeczki drzewa i materiały, ale nigdy nie mogłam dojść, do czego miały służyć.”

Matka wychowująca samotnie swoją córkę - Adrianę, postanawia zmienić ich los dzięki urodzie córki. Niechcąc, aby i ona popełniła błąd - wcześnie wyszła za mąż i miała dziecko, przez co jak domniemywa zniszczyła swoje życie wiążąc ledwie koniec z końcem z zajmowania się bieliźniarstwem, powoduje iż od wczesnej młodości Adriana zostaje modelką podrzędnych malarzy. Całymi dniami przesiaduje na zimnych poddaszach pozując do aktów i zarabiając skąd inąd niezbyt dużo. Lecz to jest zaledwie początek, gdyż matka ma w zamyśle aby została kurtyzaną, dzięki czemu życie ich by się znacznie poprawiło. Adriana w trakcie pracy modelki poznaje Gizelę,z którą się zaprzyjaźnia. Jej przyjaciółkę stać na różne rzeczy - dobre ubrania, kosmetyki a nawet dzięki swemu 'sponsorowi' dostaje piękne mieszkanie. Z czasem wciąga ona Adrianę w swój świat dzięki czemu w zasadzie spełnia się marzenie matki Adriany. Lecz czy to sprawi iż obie będą szczęśliwe to już jest inna sprawa.Niespełnione miłości w 'nieodpowiednich typach' sprawiają iż Adriana dojrzewa poznając trudne reguły rządzące życiem...

Bieda od dawien dawna spotykana jest we wszystkich miejscach ziemi, nawet w najbardziej rozwiniętych miastach. I chociaż wciąż na świecie dokonuje się postęp techniczny nie wynaleziono sposobu, aby poprawić byt tych najuboższych. Sprawia ona,że ludzie zdolni są do popełniania różych rzeczy, czasami takich do których nigdy by się nie posunęli. Można powiedzieć,że sprawdza ich charaktery. Osoby tylko silne są w stanie żyć zgodnie ze swym sumieniem nie tracąc swojej godności, innych ubóstwo czasami strąca na samo dno... Alberto Moravia pokazuje nam historię biednej, młodej dziewczyny. Jest ona pokazana oczami dojrzałej już Adriany cofającej się do swej przeszłości - czasów młodości. Z perspektywy czasu widzi jaką była osobą, wie jak życie potrafi nauczyć sprawiając iż młoda, naiwna, niewinna dziewczyna dojrzewa. Czytając Jej wspomnienia widzimy jak traci ona złudzenia co do spełnienia swoich marzeń. A jakie one są? Zwyczajne, takie o których marzy chyba każda dziewczyna. Założyć szczęśliwą rodzinę, kochać i być kochaną. Jednak z racji wykonywania takiego a nie innego zawodu z czasem przekonuje się a raczej dochodzi do Jej świadomości to iż trudno Jej będzie z taką reputacją, aby jakiś porządny mężczyzna chciał się z Nią ożenić. Widzimy właśnie jak wkracza w świat prostytutek, jak wbrew Jej woli musi się oddać Jej pierwszemu klientowi. Widząc postawienie Jej w podbramkowej sytuacji, zaszczutej jak zwierzę w ciasnej klatce ciężko przejść obok obojętnie. Można powiedzieć: przecież każdy jest kowalem swego losu, mogła się postawić. Lecz jak to zrobić czując nacisk ze strony matki a przede wszystkim będąc tak niedoświadczoną dziewczyną? Właśnie to pociągało mężczyzn w Adrianie - jej świeżość młodości pozbawionej sztuczności kosmetyków na twarzy i jej niewinność która z czasem została zabita,aż w końcu Adriana stwierdza iż może po to została stworzona- aby dawać rozkosz mężczyznom.Lecz gdzie jest miejsce dla Niej, dla Jej wewnętrznych potrzeb? Jak piękna lalka, która zaspokaja potrzeby innych sama przez to będąc niby na zewnątrz taką jak dawniej, lecz mając popsuty mechanizm w środku...

P.S. Niestety w książce tej nie jest poruszana sceneria Rzymu. Nie możemy odczuć dokładnie klimatu tego miejsca, gdyż pisarz skupił się nie na tle tylko na ludzkich charakterach.

Wybrane cytaty:

  • „Tak więc każdy wybiera sobie raj, który jest piekłem dla innych.”
  • "[..]ja zawsze, ilekroć mnie ktoś skrzywdził, a zdarzało się to często, bo byłam biedna, łatwowierna i samotna, pragnęłam znaleźć dla niego usprawiedliwienie i jak najszybciej zapomnieć urazę. Jeżeli doznane zło wywołało we mnie jakieś zmiany, nie odbijały się one na moim zachowaniu czy wyglądzie, lecz znajdowały wyraz dużo głębiej; zamykałam się w sobie, jak zdrowe ciało, które stara się jak najprędzej zasklepić krwawiącą ranę. Ale pozostają blizny, i te prawie nieuchwytne zmiany, zachodzące w duszy, są nieodwracalne.”
  • „Każda sytuacja, choćby i najprzykrzejsza, ma swoje dobre strony.”
  • „... kiedy ludzie zaczynają postępować niezgodnie ze swoim sumieniem, usiłują wybielić się i podnieść na duchu, rozprawiając na tematy najbardziej wzniosłe, przedstawiając się innym i sobie samym jako szlachetni i bezinteresowni, dalecy o setki mil od tego co robią, lub, jak w wypadku matki, od tego, co pozwalają robić. Tyle tylko, że większość z nich czyni to z całkowitą świadomością, natomiast matka, biedactwo, zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy, działała pod wpływem instynktu i okoliczności.”
  • „Zawsze miałam niejasne przekonanie, że dostarczam mężczyznom towaru, który nic kosztuje i za który na ogół się nie płaci i że otrzymywane pieniądze są raczej podarunkiem niż wynagrodzeniem. Wydawało mi się że nie istnieje w ogóle zapłata za miłość a w każdym razie nie ma tak wielkiej sumy która byłaby wystarczające i przekonanie to oraz wrodzona skromność uniemożliwiały mi wyznaczenie ceny którą uważałabym za wygórowaną.”

     

Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 03 listopada 2008

 

Miejskie czytanie - Wenecja          

"Śmierć w La Fenice" otwiera serię powieści kryminalnych z akcją toczącą się w Wenecji, gdzie głównym bohaterem starającym się rozwiązać liczne zagadki jest komisarz Guido Brunetti. Donna Leon przypomina nam tutaj Wenecję jako "stolicę opery" święcącą swe triumfy i zainteresowanie wśród wszystkich Europejczyków w XVII wieku.Teatro La Fenice jest najsłynniejszym weneckim teatrem operowym i właśnie tutaj rozpoczyna się powieść...Podczas swego gościnnego występu we wspomnianej operze zostaje otruty cyjankiem światowej sławy niemiecki dyrygent - Helmut Wellauer. W trakcie śledztwa Brunetti przeprowadza rozmowy z wieloma osobami, bliskimi dyrygenta i tymi którzy mieli z nim kontakt na codzień. Razem z nim odkrywamy przeszłość Wellauera odkrywając,że kilka osób miałoby powód do posunąć się do tego czynu...

Ponieważ bardzo lubię kryminały i jakoś dotychczas nie miałam możliwości zetnąć się z książkami Donny Leon z chęcią sięgnęłam po coś z tej serii. Jak mogłam się dowiedzieć z czytanych wywiadów z autorką i Jej biografią  to przypadek sprawił,że rozpoczęła pisać o przygodach komisarza Brunettiego. Ta jej pierwsza książka przeleżała ok. 1,5 roku w szufladzie aby potem poprzez usilne namowy przyjaciółki wysłać ją na konkurs do Japonii, w wyniku czego nota bene zdobyła nagrodę SUNTURY (najlepszy kryminał roku) w 1991 roku co spowodowało podpisanie kontraktu i narodzenie się serii książek. Co ciekawe książki Jej nie wychodzą we Włoszech co pisarka tłumaczy tym, iż nie ma zamiaru być sławna i chce czuć się osobą anonimową w Jej mieście. O Jej kryminałach wiedzą jedynie przyjaciele a znajomi myślą, że pisze jakieś książki o Włoszech. Hm...ciekawe. Wracając do książki mogę powiedzieć,że dość szybko przeczytałam ją. Nie miałam z tym większego problemu, może też dlatego iż naprawdę kocham kryminały. Jednakże nie zachwyciła mnie ona. Daleko Jej do Agathy Christie a nawet jakoś bardziej mdło wypadła, gdy porównam ją z Polakową po którą też niedawno pierwszy raz sięgnęłam. A wspomniana Wenecja ukazała mi się zupełnie inaczej niż sobie ją wyobrażałam z innych książek, opowieści czy filmów. Wypadła bardziej szaro, jak zaniedbana stara kobieta/ gwiazda, którą ludzie odwiedzają z uwagi na Jej minioną świetność...Może kiedyś uda mi się to skonfrontować z rzeczywistością i wyrobić sobie własne zdanie?

„ Wenecja – niegdyś europejska stolica rozrywki – stała się sennym, prowincjonalnym miastem, które praktycznie zamierało po dziewiątej czy dziesiątej wieczorem. W letnich miesiącach przypominała sobie swą rozpustną przeszłość i blask – pod warunkiem, że turyści płacili i utrzymywała się dobra pogoda – ale zimą przemieniała się w zmęczoną starowiną, która wolała wcześnie wleźć do łóżka, oddając opustoszałe ulice we władanie kotom i wspomnieniom z przeszłości. Ale właśnie o tej porze miasto było dla Brunettiego najpiękniejsze, gdyż wtedy on – wenecjanin z krwi i kości – miał poczucie jego minionej chwały. Ciemność nocy kryła mchy porastające stopnie palazzi ciągnących się wzdłuż Canale Grande, zasłaniała pęknięcia w murach kościołów i tuszowała wyrwy w tynku na fasadach budynków publicznych. Jak wiele kobiet, które osiągnęły pewien wiek, miasto musiało uciec się do pomocy zwodniczego światła, by odzyskać utraconą piękność. Łódź, która za dnia przewoziła płatki mydlane czy kapustę, w nocy przybierała nadprzyrodzoną formę i zmierzała ku tajemniczemu miejscu przeznaczenia. Mgły, które często pojawiały się w zimowe dni, przemieniały ludzi i przedmioty – nawet długowłosi nastolatkowie, wystający na rogach ulic i palący jednego papierosa ba spółkę, przypominali tajemnicze zjawy z przeszłości...”

Grafika:Teatro-la-fenice-sala.jpg

Teatro La Fenice - najsłynniejszy wenecki teatr operowy

Moja ocena: 4/6

czwartek, 30 października 2008

Miejskie czytanie - Nowy Jork        

 

„-Nałóg to może za mocne słowo, ale na pewno te zeszyty mają potężny wabik. Uważaj, Sid. Zapisywałem je całymi latami, wiem, co mówię.

-Mówisz, jakby były niebezpieczne.

– Zależy, co piszesz. Bywają bardzo przyjazne, ale potrafią też być okrutne, więc uważaj, żebyś się w nich nie pobłąkał.”

Sidney Orr, 34-letni pisarz pomimo złych rokowań uchodzi jakimś cudem śmierci i przez kilka miesięcy czeka go okres rehabilitacji. Powoli wracając do zdrowia, codziennie pokonuje stopniowo coraz to dłuższe wyprawy z domu po dzielnicach Nowego Jorku czując się wśród labiryntu dawno temu poznanych przecznic jak ledwo powłóczący nogami starzec. Wśród tych spacerów kluczowego poranka 18 września 1982 roku, który utwił mu szczególnie w pamięci, natyka na swej drodze sklep papierniczy. "Papierowy Pałac" z wymyślną wystawą chlubiącą się wieżami z długopisów, ołówków i linijek upodobnionych do zarysu nowojorskich budowli na tle nieba zaintrygowawszy Sida spowodował wystąpienie u niego nieprzepartej chęci zobaczenia jego wnętrza a przy okazji zaopatrzenia się w przybory do pisania w razie przypadku, gdy po miesiącach apatii i milczenia przyszedłby mu jakiś pomysł na nową powieść. I właśnie tam wpada mu w oko niby zwyczajny, niczym sie nie wyróżniający portugalski zeszyt.„ [...] ledwie wziąłem do ręki taki zeszyt, wiedziałem już, że go kupię. Nie wyglądał ekstrawagancko, nie miał zwracać uwagi.[...]Nie umiem wyjaśnić dlaczego, poczułem jednak, że ów format sprawia mi wyczuwalną przyjemność; Trzymając w rękach po raz pierwszy ów zeszyt, zaznałem czegoś podobnego do fizycznego zadowolenia, przeżyłem nagły niewytłumaczalny przypływ dobrego samopoczucia.” Kupiwszy go u sprzedawcy - dość niezwykłego Chińczyka M.R. Changa,raca do domu i nagle odczuwa potrzebę trafienia za swoje stare biurko, tam gdzie już od dawna nie przebywał...„ Teraz, kiedy opuściłem nieszczęsny poturbowany tyłek na twarde drewniane siedzisko, poczułem się jak ktoś, kto wreszcie trafił do domu po długiej i niełatwej podróży, jak niefortunny wędrowiec, który powraca, żeby upomnieć się o swe prawowite miejsce na ziemi. Przyjemnie było znów się tu znaleźć, przyjemnie było chcieć tu wrócić; te radość ogarniającą mnie w chwili zasiadania za starym biurkiem postanowiłem upamiętnić i napisać coś w niebieskim zeszycie.” I właśnie wtedy niespodziewanie te jedno zdanie napisane w zeszycie zamienia się w całe ich morze. Wygląda to jakby musiał nadążać za czymś, co działo się w nim, najszybciej jak tylko potrafi, aby dotrzymać temu kroku. A pomysł na książkę zasugerował mu jego znajomy John, słynny pisarz twierdząc,że w historyjce z książki Dashiella Hammetta "Sokół maltański" tkwi gdzieś powieść.Mając w głowie tamtą rozmowę Sid stara się jakoś ten pomysł wykorzystać i z każdą kolejną stroną wciąga go to coraz bardziej...Dotychczas spokojne życie państwa Orr zmienia się tak iż małżeństwo niemal się rozpada a o historii poznania się Sida ze swoją żoną Grace i o kulisach małżeństwa dowiadujemy się z tworzonej literackiej fantazji Sidney'a. Z czasem wygląda to jakby zacierała się granica pomiędzy rzeczywistością a fikcją...

W poprzednim wyzwaniu czytelniczym sięgnęłam pierwszy raz po twórczość Paula Austera i bardzo nim zaintrygowana postanowiłam w niedługim czasie sięgnąć po inne jego książki,aby zobaczyć czy moja czytelnicza przygoda z tym pisarzem będzie dłuższa czy jednorazowa. Wybierając książki do Miejskiego Czytania wiedziałam już,że na pewno chcę odwiedzić w tej wędrówce także Nowy Jork,gdyż to miasto wiele razy przemyka się w twórczości tegoż pisarza, wręcz wpisane w nie. Niecierpliwie wyczekiwałam tego ponownego spotkania drżąc w myśli czy przypadkiem się nie rozczaruję. Bardzo chciałam przeczytać "Trylogię nowojorską" - chyba najbardziej znane dzieło Austera,pokazujące cały jego kunszt literacki, lecz nie było mi to dane niestety tym razem:( Los padł na "Noc wyroczni" i ... nie żałuję:) Wiem,że przeczytawszy zaledwie dwie książki to za mało ale już zauważam bardzo specyficzny styl Paula Austera - tajemniczy i zawiły, który przypadł mi niezmiernie do gustu. Ponieważ dość zaintrygował mnie on przeczytałam kilka zdań na temat jego życia i mówiąc szczerze czytając "Noc wyroczni" widziałam wątki autobiograficzne. Nie chodzi o to,że akcja dzieje się w Nowym Jorku - mieście zamieszkania pisarza ani też zawód głównego bohatera. Ciekawe jest pojawienie się w książce Warszawskiej książki telefonicznej z 1937/38 roku a w niej prawdopodobnie krewnych Sidney'a Orra - Janinę i Stefana Orłowskich a Paul Auster też ma korzenie polskie...Wśród tej można powiedzieć "szkatułkowej" powieści można choć trochę wczuć się w atmosferę Nowego Jorku - tę mnogość przecznic i dzielnic, most brookliński, linie podziemnego metra a przede wszystkim tę gorączkę tłumu  ludzi wylegających na nowojorskie ulice, bo w końcu Nowy Jork to "Miasto, które nie zasypia" :)

Grafika:Photos NewYork1 032.jpg

„ W Nowym Jorku przemieszkałem całe życie, mimo to nie rozumiałem już ulic ani tłumów, ilekroć zaś ruszałem na te krótkie wycieczki, czułem się zagubiony, jak w obcym mieście”

Grafika:New York City at night HDR.jpg

„W sobotni wieczór w Nowym Jorku zawsze jest rojno, lecz tego wieczoru ulice były jeszcze bardziej zatłoczone niż zwykle. [...] Tego wieczoru Greenwich Village kipiała energią, zdawało się, iż rejwach godny domu wariatów przerodzi się lada chwila w jakiś akt przemocy; obecność wśród tych tłumów wydała mi się czymś nieznośnym, przylgnąwszy do ramienia Grace, próbowałem zachować równowagę.”

Grafika:Brooklyn Bridge - New York City.jpg

Wybrane cytaty:

  • „ Ciała się liczą, to jasne – bardziej, niż skłonni jesteśmy przyznać – jednak coś, co nas obezwładnia, to nie miłość do ciał, lecz miłość jednego do drugiego; jeśli istota tego, czym jesteśmy, miałaby się ograniczać do ciała, do krwi i kości, równie dobrze mogłoby jej nie być.”
  • „Misterium pożądania zaczyna się od patrzenia w oczy ukochanej, w oczy ukochanego, bo tylko tak człowiek może pochwycić rozbłysk, świadczący, kim jest owo drugie.”
  • „Nick wyszedł wieczorem z domu tylko po to, żeby przeciąć tor lotu kamienia, a skoro zdołał ujść z życiem, może to tylko oznaczać, że oto został obdarzony życiem na nowo; stare życie się skończyło, odtąd każda chwila przeszłości należy już do kogo innego.”
  • „Tak to odczuł, jakby mu ktoś otworzył oczy na życie, pozwolił przyjrzeć się maszynerii.[...] świat nie jest miejscem ani zdrowym, ani uporządkowanym; widzi, że od początku się mylił, nigdy nie zrozumiał, na czym to wszystko polega. Światem rządzi przypadek. Skrada się za nami co dnia, przez całe życie, a ono może nam zostać zabrane w każdej chwili i bez żadnego powodu.”

 Moja ocena: 5+/6

wtorek, 21 października 2008

 

Dziś rano odwiedzając znajome blogi zetknęłam się z krążącą wokół chorobą zakaźną bardzo szybko się rozprzestrzeniającą ale jakże przyjemną! Streptococcus libri - paciorkowiec książkowy tworzy coraz dłuższy łańcuszek i ja także zostałam nim zarażona dzięki Szamance za co Jej serdecznie dziękuję! Z miłą chęcią się dołączę bo mówiąc szczerze wyczekiwałam czy może ktoś i mnie do tej zabawy zaprosi:) Zatem i ja obnażam swą duszę mola książkowego;)

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Czytam chętnie o każdej porze dnia i nocy, po prostu kiedy tylko mam na to czas. Rano często spieszę się na uczelnię więc nie mam czasu niestety na czytanie. W odległych czasach, kiedy jeszcze chodziłam do podstawówki pamiętam jak często wcześnie wstawałam i ten troszkę nagromadzony wolny czas bardzo często wykorzystywałam właśnie na czytanie książek (przypominam sobie jak czytałam w taki właśnie sposób np. przygody Karlssona z dachu Astrid Lindgren).Poza tym ostatnio coraz częściej trudno mi jest się wcześnie obudzić,aby coś poczytać i nie ukrywam lubię po prostu sobie rano poleżeć w łóżku:) Czasami jednak zdarzy mi się obok łyku porannego kakao łyknąć też coś na pokrzepienie duszy;) Najczęściej jednak czytam późnym popołudniem i wieczorem i chyba właśnie pora wieczorowa najbardziej mi pasuje, kiedy w domu powoli wszystko cichnie a ja mogę spokojnie i niczym nierozkojarzona poczytać sobie:)

2. Gdzie czytasz?

Przyznam się,że do pewnego czasu czytałam tylko i wyłącznie w domu. Do teraz moim ulubionym miejscem jest mój pokój, gdzie wygodnie się moszczę na moim foteliku a pod nogi kładę sobie pufę:) czyli w zasadzie rozciągam się przyjemnie;) Nie lubię czytać przy biurku bo ono kojarzy mi się z nauką. Jednak zakosztowałam też w czytaniu latem na balkonie, gdzie chętnie przy okazji łapię parę słonecznych promieni:) Co do czytania w środkach komunikacji - heh jakoś nie lubię tego robić choć sama obserwuję,że coraz więcej ludzi wykorzystuje czas podróży na książki. Może dlatego mam tak iż najczęściej jest tam ścisk i hałas oraz nie lubię jak coś mną przy czytaniu trzęsie;) Poza tym uwielbiam w czasie jazdy podziwiać to co jest za szybą - przyglądać się ludziom biegnącym we wszystkie strony, zieleni drzew, starym kamienicom, witrynom sklepowym...no i oczywiście obserwować współpasażerów:) Bezwiednie notuję wygląd i zachowanie się ludzi:)  Jedynie chyba w grę wchodzi czytanie w czasie podróży pociągiem jednak i tutaj żal mi tych widoków rozpościerających się za oknem więc co jakiś czas przerywam lekturę zerkając przez okno:) Pomimo tego i tak noszę przy sobie przeważnie książki (jestem zdolna nawet te bardziej opasłe tomiska nosić,przykład  - "Święte gry" ) i często czytam je czekając na przystanku na autobus.Często jak mam czas i pogoda dopisuje przysiadam w jakimś parku na ławeczce i czytam sobie a przy okazji łykam świeże powietrze - naprawdę polecam!:)

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

Najchętniej czytam w łóżku na plecach:) Najczęściej jednak przybieram pozycję półleżącą mając pod głową poduszkę czy dwie:) Czasami zdarza mi się leżeć na brzuchu, lecz gdy czytam naprawdę długo lub na plaży. Na boku strasznie rzadko. Jednak choć lubię czytać też w łóżku przed snem często gdy jestem bardzo zmęczona oczy mi się same zamykają i chcąc wiedzieć jednak co czytam często rezygnuję z lektury, zamykam książkę i idę spać.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Czytam różne książki jednak skłaniam się bardziej ku literaturze pięknej niż popularnonaukowej, może dlatego iż po powrocie do domu z uczelni chcę wypocząć i zrelaksować się najczęściej?  Bardzo lubię kryminały (choć może jak na razie tego po moim blogu nie widać;) ) a jakoś bardzo rzadko sięgam po fantasy / science fiction.

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś?

Ostatnio kupiłam książkę a w zasadzie poradnik o pielęgnacji roślin pokojowych - "Pielęgnujemy rośliny pokojowe" Jürgena Wolffa Gdy zobaczyłam go w księgarni po przecenie (a ponieważ ostatnio dostawałam czesto mniej mi znane rośliny od mego ukochanego) stwierdziłam iż mi się na pewno przyda a poza tym jest bogato ilustrowany i chętnie oglądam różne gatunki roślin:)

6.Co czytałaś ostatnio?

Właśnie dziś skończyłam czytać "Noc wyroczni" Paula Austera - recenzja już niedługo znajdzie się na moim blogu:)

7.Co czytasz aktualnie?

Po przeczytaniu Austera w kolejce czeka na mnie Vikram Chandra i Jego "Święte gry" :)

8.Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?

Nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło zaginania oślich rogów! Już od dziecka nauczono mnie iż należy posługiwać się zakładkami i w drugiej klasie podstawówki nawet na lekcji techniki robiliśmy je:) Do dziś mam tę zakładkę:) Poza tym moje koleżanki ze studiów wiedząc o mojej pasji czytelniczej ( a zresztą mogły to zaobserwować na niektórych fakultetach gdy czytałam książki;) ) zaczęły mnie od roku nimi obdarowywać:) Jedna przywiozła mi zakładkę z Zakopanego wykonaną ze skóry a inna koleżanka obsypuje mnie zakładkami z serii świętego Pawła gdzie umieszczane są piękne zdania np. "Mów sercem a wszyscy Cię zrozumieją" czy "Szczęśliwi Ci, którzy mają muzykę w sercu i uśmiech na ustach" i staram się tym co tam jest napisane właśnie kierować:)

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?

Hm... mówiąc szczerze moja znajoma przesłała mi audiobooka z "Zieloną milą" ale stwierdziłam,że to nie dla mnie:( Jakoś nie mogę się skupić słuchając tego. A jakbym miała coś dodatkowo robić to albo bym zaczęła nieuważnie słuchać albo bym coś niedokładnie zrobiła...

10. Co sądzisz o e-bookach?

Choć nigdy nie próbowałam tej formy to wiem,że też by się ona u mnie nie sprawdziła.Już dość czasu spędzam przed monitorem komputera chodząc po różnych blogach czy inne rzeczy robiąc, że już moje biedne oczy więcej by nie wytrzymały. Poza tym jestem chyba tradycjonalistką i nie wyobrażam sobie czytania książek inaczej niż z książką w dłoniach. Ja lubię czuć pod swoimi palcami fakturę papieru, czuć zapach książki, ogarniać wzrokiem kolory okładki i nasycać się książką do syta! Jednak wiem,że audiobooki czy ebooki wielu osobom się przydają a może wręcz ratują życie lecz ja na razie nie jestem do nich przekonana. Do audiobooków może z czasem się przekonam ale do e-booków raczej nie ma szans...

Teraz zgodnie z regułami gry powinnam kogoś zaprosić do zabawy, aby wydłużyć łańcuszek. Już sporo osób uczestniczyło lecz widzę,że jeszcze nie brała udziału w tym ani Padma ani Peek-a-boo zatem je zachęcam do podzielenia się z nami swymi przyzwyczajeniami czytelniczymi:)

22:55, paulina654
Link Komentarze (7) »
czwartek, 16 października 2008

 

 

„ Wyobraź sobie, że życie jest grą, podczas której żonglujesz pięcioma piłeczkami.

Są to: praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i uczciwość.

Przez cały czas starasz się utrzymać je wszystkie w powietrzu.

Nagle pewnego dnia dochodzisz do wniosku, że praca to piłka z gumy.

Nawet jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci.

Pozostałe cztery – rodzina, zdrowie, przyjaciele i uczciwość – zostały wykonane ze szkła.

Gdy któraś z nich upadnie, nieodwracalnie porysuje się, pęknie lub, co gorsza, może się nawet rozbić. Dopiero gdy człowiek zrozumie naukę płynącą z opowiastki o pięciu piłeczkach, może zacząć pracować nad zachowaniem w życiu niezbędnej równowagi.”

 Czyż nie każda kobieta chciałaby znaleźć swoją 'miłość życia'? Mieć kogoś u swego boku, kto wspierałby ją w ciężkich chwilach. Do kogo mogłaby zawsze wracać i stworzyć ciepły dom. Katie dotychczas nie spotkała mężczyzny, który by zawładnął jej duszą. Sytuacja się zmienia,gdy poznaje Matta i zakochuje się w nim. Po raz pierwszy jest pewna, że to TEN. To z nim chce spędzić resztę swego życia. Z każdym dniem upewnia się jak wiele mają ze sobą wspólnego. Wszystko układa się wspaniale, gdy nagle Matt oznajmia Katie,że to koniec. Zostawia jej tylko pamiętnik z paroma słowami nakreślonymi przez niego na kartce, które nic nie tłumaczą. Katie czując iż może w pamiętniku znajdzie rozwiązanie tego co się stało, zaczyna go czytać. Okazuje się, że był on prowadzony przez Suzanne, która kieruje w nim słowa do swego kochanego synka Nicholasa. Z każdej czytanej strony czuć miłość bijącą do mężczyzn życia Suzanne: Nicolasa i jej męża. A co gorsze, ten mąż jak się okazuje,to właśnie ten który Kate porzucił! Pomimo odczuwanego bólu dalej czyta pamiętnik czując,że dzięki niemu tak naprawdę pierwszy raz Matt odsłania przed nią swą przeszłość, o której nic nie chciał jej powiedzieć. Równocześnie zastanawia się czy jeszcze jest możliwe powrócenie do tych szczęśliwych chwil z Mattem...

»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»»

 

Są takie dni, gdy sięgając po książkę chcę się po prostu odprężyć i zapomnieć o ciężkim dniu i masie obowiązków, które na mnie jeszcze czekają. Wówczas nie sięgam po wielkie tomiska ani książki poruszające trudną problematykę. Wolę coś lekkiego co wciągnie mnie w swój inny świat. I właśnie "Pamiętnik pisany miłością" jest książką, która spełnia wszelkie te wymogi. Może ktoś powiedzieć,że jest to romans i nic nie wnosi jednak z takim zdaniem się nie zgodzę. James Patterson opowiada nam o życiu i dokonywanych wyborach. O tym co powinno być dla nas najważniejsze a często o tym zapominamy w codziennej gonitwie. Wzruszająca historia Susan uczy nas, że nie należy żyć tylko pracą. Bo są inne rzeczy, które niczym szklane kulki mogą się znacznie porysować czy nawet stłuc się w wyniku czego nie można już ich odzyskać. Bo chyba dużo z nas zapomina o tym a przecież potrzebna jest w życiu niezbędna równowaga...

 

 

Moja ocena: 5/6

21:47, paulina654
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 października 2008

Florencja                

Pokój z widokiem - Forster Edward Morgan

 

 „Kiedy znalazła się w pokoju, otworzyła szeroko okno, odetchnęła i wychylając się jak najdalej spojrzała na światła tańczące na Arno, na cyprysy San Miniato, na zarysy Apeninów, czarne na tle wschodzącego księżyca, i z wdzięcznością pomyślała o tym dobrym człowieku, który oddał jej swój pokój.”

Arno - główna rzeka Toskanii

 „Ruszyły przed siebie, mijając niezliczone, brązowo – szare ulice, wąskie i brzydkie, jakich wiele we wschodniej części miasta. Lucy czuła, że jej nastrój pogarsza się z każdym krokiem. W gruncie rzeczy Florencja nie była taka piękna jak mówiono. Przez jedną tylko krótką, cudowną chwilę gotowa była zmienić zdanie. Kiedy dotarły na plac Annunziata, ich oczom ukazały się wyrzeźbione w terakocie cudowne dziecięce postaci. Stały tam, wznosząc do nieba silne, białe ramiona; Lucy nigdy nie widziała czegoś równie pięknego.”

 

 „Cudownie było obudzić się we Florencji! Otworzyć oczy i ujrzeć jasny, przestronny pokój  z podłogą z czerwonej terakoty, która zawsze wyglądała czysto, choć nigdy taka nie jest, i sufitem malowanym w różowe gryfy i błękitne amorki, igrające wśród żółtych skrzypiec i fagotów. Przyjemnie było otworzyć szeroko okno, przycinając sobie palec nieznaną klamką, wychylić się daleko, wystawiając głowę i ramiona na słońce, i ogarnąć wzrokiem przecudne wzgórza i drzewa, marmurowe kościoły i Arno, szemrzącą wesoło na dole. Na piaszczystym brzegu uwijali się mężczyźni, uzbrojeni w szpadle i rzeszota. Środkiem rzeki płynęła łódź, zmierzająca pilnie do jakiegoś tajemniczego celu. Tramwaj elektryczny przejechał z hałasem pod oknem pensjonatu. Wewnątrz, poza jednym turystą, nie było nikogo, za to platformy wypełniali Włosi, którzy najwyraźniej woleli stać. Gromadka dzieci próbowała uwiesić się z tyłu pojazdu; konduktor, bynajmniej nie rozzłoszczony, odganiał je lekkimi uderzeniami. [...] Obserwując takie błahostki można stracić wiele cennych godzin. Dlatego też podróżnik, który przyjeżdża do Włoch, by podziwiać geniusz Giotta lub przekonać się o upadku papiestwa, często pamięta jedynie błękitne niebo i ludzi, którzy pod nim mieszkają.”

kościół Santa Croce

fresk autorstwa Giotta

 

 W każdym z nas drzemie nasze drugie 'ja', które może być przez całe życie tłumione czy to za sprawą otoczenia czy istniejących konwenansów. Czasami przyczajone czeka na sposobną sytuację, aby się ujawnić, dać o sobie znać i wychodzi na światło dzienne. Czasami tłumione milknie i zaszywa się w swój szary kącik. Niektórzy mający zbyt słaby charakter poddają się wpływom otoczenia, nie wypowiadają się ukrywając swe zdanie, wolą być cicho. Jednak czasem pod wpływem bodźca może się dokonać w nas przemiana, może w końcu dojść do głosu to inne 'ja'. Zapewne nie jest łatwo przeciwstawiać się istniejącym konwenansom, lecz czy warto zawsze się poddawać wpływom otoczenia?

 

 Lucy Honeychurch - młoda Angielka, która razem z  kuzynką panną Charlottą Barlett w postaci przyzwoitki przybywa do Florencji, aby razem z  przewodnikiem dzierżonym w swych dłoniach poznać to urokliwe miejsce i jego zasoby kulturalne. Właśnie niespodziewanie tutaj pod wpływem może piękna tego miejsca, może uwolnienia się od matki i prowincjonalnego, angielskiego miasteczka a zapewne pod wpływem nowo poznanych osób - Georga Emersona i jego ojca, będących nietuzinkowymi osobami, można wręcz powiedzieć ekscentrykami nie potrafiący zatrzymać opinii dla siebie śmiało je wypowiadając, w Lucy budzi się jakby z uśpienia. Bojąc się rodzących się uczuć do Georga pośpiesznie wyjeżdża z Florencji, następnie zaręcza się z Cecilem będącym uosobieniem angielskiego chłodu, lecz niespodziewanie na Jej drodze znów pojawia się ten, którego myślała, że już nie spotka...

 

 

   Forster doskonale zakreślił w swej powieści portret społeczeństwa angielskiego - świat pełen konwenansów i wiktoriańskiej pruderii. A wśród tego młodą pannę stającą się powoli kobietą, która niezbyt dobrze się czuje w swym otoczeniu. Na początku nie dochodzą do niej głośno uczucia, lecz za pomocą już jej gry na fortepianie, a przecież muzyka potrafi odkryć prawdziwą naszą duszę i drzemiące w nas prawdziwe uczucia, mówi o czymś zupełnie innym niż widać na pozór. 

  

  „Codzienność była dla Lucy chaosem, w którym nie zawsze odnajdywała właściwe miejsce. O ile łatwiej było usiąść przy fortepianie! Nie ulegać nikomu i z nikim nie walczyć. Królestwo muzyki rządzi się własnymi prawami. Przyjmuje tych, których świat odrzuca. Zwykły śmiertelnik wkracza doń bez trudu, kiedy tylko zacznie grać. My zaś patrzymy zdumieni, zastanawiając się, jak zdołał nam umknąć, gotowi czcić go i wielbić, jeśli tylko uchyli rąbka tajemnicy i przetłumaczy swe doznania na zrozumiały dla nas język. A jeśli nie może tego zrobić? Lucy nie robiła tego nigdy.”

   „ Mam pewną teorię na temat panny Honeychurch. Proszę powiedzieć, jak to możliwe, że żyjąc tak, jak żyje, gra w taki niezwykły sposób? Jestem pewien, że któregoś dnia jej życie stanie się równie niezwykłe jak jej gra. Muzyka i życie połączą się i staną jednym... Wówczas będzie heroicznie dobra, heroicznie zła – a może zbyt heroiczna, by być zła czy dobra.”

   „Jeśli panna Honeychurch zacznie kiedykolwiek żyć tak jak gra, będzie to bardzo ekscytujące – i dla nas, i dla niej samej[...]”

 

I myślę,że pan Beebe był bardzo bystrym obserwatorem i świetnie wyczuł co Lucy 'w duszy gra'.

Śledząc losy Lucy i zastanawiając się czy będzie potrafiła przeciwstawić się konwenansom a przede wszystkim dojść do głosu mowie serca, dodatkowo możemy, początkowo dzięki Jej wyjazdowi do Florencji, razem z  Nią zwiedzać to miasto a następnie poczuć atmosferę angielskiego prowincjonalnego miasteczka i Jego mieszkańców przy tym nie nudząc się i przyjemnie spędzając popołudnie...

 

Wybrane cytaty:

  • „Zaręczyny mają w sobie moc, która prędzej czy później wprowadza wszystkich w stan radosnego zadziwienia. [...] Każdy z uczestników wydarzenia, niezależnie od rzeczywistego stopnia zaangażowania, okazuje niezmierny entuzjazm. Co dziwniejsze, zdarza się, że po jakimś czasie zaczynamy naprawdę odczuwać radość. Zjawisko to można porównać do tego, co zdarza się nam w świątyniach obcej wiary. Dopóki nie znajdziemy się wewnątrz, patrzymy na rzecz całą obojętnie. Kiedy jednak staniemy twarzą w twarz z obcymi bogami, budzi się w nas coś, co bardzo przypomina wiarę.”
  • „ Zdaje mi się, że powtarza pani słowa zasłyszane od starszych. Niechże pani nie udaje takiej delikatne. To nieznośne."

 Moja ocena: 5/6

piątek, 03 października 2008

 

Historia miłości - Krauss Nicole

 

 

Miłość to niespodziewany gość, który przychodzi wtedy, gdy się tego najmniej spodziewamy. Puka do drzwi, a czy się na nią otworzymy to już zależy wyłącznie od nas. Czasami odrzucona potrafi już nigdy ponownie nie zawitać  w naszych progach. Czasami może pojawić się ponownie, lecz nigdy nie możemy być tego pewni... Do jednych przychodzi szybciej, inni muszą dłużej poczekać a czasami mogą ją przegapić. Niektórzy się zakochują już 'od pierwszego wejrzenia'. Inni stopniowo w miarę jak zaczynają poznawać tą drugą osobę. Jedni zakochują się i odkochują. Drudzy jak się zakochają to kochają już do końca życia i nie potrafią pokochać już nikogo innego pielęgnując w sobie tą pierwszą i jedyną miłość.

Miłość... nie ma co ukrywać, ten temat często jest spotykany zarówno w literaturze jak i w filmie. Czy można się temu dziwić? Rozejrzyjmy się dookoła, a nawet nie trzeba szukać daleko bo już w nas samych. Czyż nie każdy z nas szuka tego uczucia, pragnie być kochany przez drugą osobę? Jak to wiele razy powtarzała moja mama: "Nawet i zwierzę chce być kochane". I od razu przed oczami stawał mi mój chomiczek, który jak tylko się go zawołało przybiegał śmiesznie przy tym kręcąc pupą;) a gdy miał być znów chowany do klatki strasznie ciężko to przeżywał i znów czekał usilnie, aby się nim zainteresować. Człowiek zaczyna dopiero prawdziwie żyć, gdy ma koło siebie kogoś. Wie,że w każdej chwili ta osoba go wesprze, gdy tylko się zachwieje. Wie,że ktoś na niego czeka tam w domu. Często ta druga osoba staje się jedynym powodem po to, aby żyć...

Nicole Krauss pokazuje czytelnikowi "Historię miłości" za pomocą kilku narratorów. Jednym z nich jest Leopold Górski - Żyd urodzony w małym miasteczku Słonimie w Polsce, który pomimo tego iż żyje od wielu lat w Nowym Jorku nadal jakby tkwi w swojej młodości i wspomnieniu o ukochanej Almie. Od samego początku rzuca się w oczy Jego wielka samotność, którą  nie może załagodzić nawet przyjaciel spotkany po latach i zamieszkały później piętro wyżej nad nim. Widzimy ich oczekiwanie każdego dnia na śmierć a  samotność sprawia iż są świadomi iż mogą odejść zupełnie niedostrzeżenie i nikt po nich nie zapłacze. Którzy pilnują siebie nawzajem a ich sekretny kod - trzy uderzenia w kaloryfer znaczące CZY ŻYJESZ?, dwa - TAK, jedno - NIE chwytają po prostu za serce. Kolejnym narratorem historii jest kilkunastoletnia Alma, której nadano to imię na cześć bohaterki "Historii miłości" i która przemienia się w detektywa, aby dotrzeć do autora tejże książki a tym samym lepiej zrozumieć jej niezwykłość - to co dostrzegli w niej Jej rodzice. Poznajemy również historię Litvinoffa - jak się okazuje przyjaciela Leo, któremu na przechowanie daje ten książkę. Litvinoff przeczytawszy rękopis pokazuje go swej ukochanej mówiąc,że jest jego autorstwa. Książka z czasem zostaje wydana i nieświadmomy niczego prawdziwy autor (Leo) myśląc,że dzieło jego młodości przepadło już na dobre, nie wie iż trafiło ono po dość długiej i pełnej przygód drodze do wielu rąk i odmieniło życie wielu osobom...

"Historia miłości" to różne postaci miłości: mężczyzny i kobiety, córki i matki, brata i siostry, dwóch starych przyjaciół. To samotność, tęsknota, czekanie, bezradność, strach, łzy i śmiech. To opowieść o tym jak los może spowodować rozejście się wspólnych dróg a czasami na powrót zetknięcie się ich choćby na moment. To książka po prostu o życiu i choć od pierwszej kartki wyczuwa się poczucie samotności, smutek i strach to mimo wszystko można powiedzieć, że ŻYCIE JEST PIĘKNE! 

Niektórzy czytając tytuł już mogą być zniechęceni myśląc: "Heh znów coś o miłości, pewnie jakieś romansidło..." Jednak tak jak nie należy oceniać człowieka po wyglądzie, tak i książki po okładce bo jak wiadomo pozory mogą mylić i często mile nas zaskoczyć. Dlatego sięgnąwszy po tę książkę w bibliotece i przeczytawszy recenzję z tyłu postanowiłam dać tej książce szansę bo ja lubię wydawać ocenę nie od razu, pochopnie lecz dopiero gdy to coś/kogoś lepiej poznam. Czasami pierwsze odczucie jak wiadomo może być trafne lecz.... nie zawsze;) Książka jest różnie przyjmowana. Niektórzy za jej przyczyną ronią łzy a inni znudzeni rzucają ja po kilkunastu stronach. Wszystko to zależy od tego kto lubi jakie książki i czy trafi ona na odpowiedni czas. Mnie osobiście aż tak może nie zachwyciła, jednak sprawiła pewne wzruszenie po drodze sprawiając iż z powodu zmiennej narracji ciutek się pogubiłam, na koniec się odnajdując. Nie namawiam wszystkich do przeczytania Jej, po prostu Wy sami musicie poczuć czy jej czas właśnie przyszedł na Was...

Wybrane cytaty:

  • „[...] tyle słów ginie. Spływają z ust i tracą odwagę , snując się bez celu, dopóki nie zostaną zmiecione do rynsztoka jak zeschłe liście[...]”

  • "Zawsze staram się zrobić coś, by mnie zauważono. Czasami, kiedy wychodzę z domu, kupuję sok, choć nie chce mi się pić. Jeśli w sklepie jest tłok, posuwam się do tego,że upuszczam resztę na podogę, a monety rozsypują się na wszystkie strony. Klękam, by je pozbierać. [...] nie chcę tylko umrzeć w dniu, kiedy przejdę niezauważony."

  • "Moje serce jest słabe i nie mogę na nim polegać. Odejdę z tego świata właśnie przez serce. Jeśli spodziewam się jakiegoś silnego doznania, kieruję je gdzie indziej. Na przykład do brzucha albo do płuc, ktore na chwilę mogą się ścisnąc, ale jeszcze nigd mnie nie zawiodły i zawsze biorą kolejny oddech. [...] Inne przykrości odbieram innymi organami. Trzustkę rezerwuję na wspomnienia o tym, co straciłem. [...] Rozczarowanie samym sobą: prawa nerka. Rozczarowanie mną innych: lewa nerka. Osobiste niepowodzenia: kiszki."

Moja ocena: 5-/6

10:07, paulina654
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 września 2008

 

 

„ Uświadomiłem sobie, że jestem połową prawie we wszystkim, mam pół twarzy, pół wzrostu, pół myśli, jestem połową człowieka. Jedyną całością było to, że wszystko jest połową.”

„Jesteśmy podwójni. Jesteśmy połowiczni. Opowieść twarzy to tragedia i komedia.”

Półbrat można tłumaczyć na 'brat przyrodni' i rzeczywiście w tej powieści mamy dwóch braci połączonych w połowie więzami krwi, mających wspólną matkę ale dwóch różnych ojców. Bracia Ci to - Barnum i Fred, którzy dzielą wspólny pokój przedzielony linią wzdłuż na pół i poprzez te lata wspólnego życia poznają swoje nawyki, gesty. Wiedzą co oznacza te czy inne spojrzenie, co przez to jest sygnalizowane. Fred jest postacią mroczną, ciągle gdzieś znikającą i wędrującą własnymi ścieżkami. Już jako dziecko rozsiewa wokół siebie chłód " [...] a od jego milczenia przenika zęby lodowaty ból [...]". Jak to często bywa wśród braci, jako starszy wywiera na Barnuma wpływ, sprawia iż nie potrafi on o nim nie myśleć... Jednak według mnie książka Christensena opowiada przede wszystkim o poczuciu niepełności, połowiczności. Barnum obdarzony niespotykanym imieniem i po ojcu odziedziczonym małym wzroście, jak można się domyślić, często jest wyśmiewany z tego powodu, szuka więc akceptacji wśród innych, i w miarę upływu czasu zanurza się w świat fantazji, kłamstwa a następnie pisarstwa i alkoholu. Można poczuć desperację nawiązania więzi z innym człowiekiem bo dopełnieniem nas może właśnie stać się druga osoba. Człowiek nie jest samotną wyspą i szuka kogoś, do kogo by mógł się zwrócić, powiedzieć co go boli, czasami po prostu się pośmiać czy razem zapłakać. Tak i Barnum myślę, że właśnie przy dwójce swych przyjaciół - Pedrze i Vivian czuł się najlepiej. Dopiero przy nich odnajdywał brakująca drugą połowę, przeżywając chyba pierwsze najwspanialsze w swym dzieciństwie wakacje. Jest to powieść o znalezieniu w życiu własnego miejsca bo każdy właśnie go pragnie. Miejsca do którego by pasował. Czuł, że jest wyłącznie tylko Jego. Swego miejsca w historii... Cofając się wstecz w pamięci, każdy z nas ma miejsca, które mu się z czymś kojarzą...Ten plac zabaw, w którym w czasie dzieciństwa bawiło sie z przyjaciółmi. Tą 'swoją' ławkę na której zawsze się przysiadało z Nią/Nim w trakcie spaceru i pierwszy raz się pocałowało. Tą kawiarnię, w której zawsze się spotykało popołudniami z przyjaciółmi... Także i Barnum prowadzi nas w taką sentymentalną podróż wiedząc,że aby iść dalej w pewnym sensie musi się oderwać od tych miejsc, znaleźć nowe... „Muszę się pozbyć tych miejsc, jeśli mam iść dalej. Muszę znaleźć nowe miejsce, swoje własne, a wciąż nie wiem, gdzie ono jest. [...]Chcę się pozbyć reszty tych miejsc. Muszę zrobić porządek. Po raz ostatni poklepuję drzewo na Solli plass, twarda kora łaskocze w dłonie, słyszę powolną muzykę gramofonu ze szkoły tańca, cichnie w kurzu wewnętrznych rowków dzieciństwa, a kroki na parkiecie rozbiegają się na wszystkie strony. Siadam na rogu Parku Zamkowego i Wergelandsveien i czczę Starą minutą ciszy, a kiedy zamykam oczy, widzę cień Freda, który wreszcie wstaj z rynsztoka, wsuwa błyszczący grzebień do tylniej kieszeni i prowadzi ją dalej do Zamku. Zostawiam to miejsce za sobą..."  Aby dalej iść, nie należy się odwracać patrząc wstecz i żyjąc tym do końca swych dni, lecz nie powinno odcinać się zupełnie od swej historii. To przecież ona sprawia, że jesteśmy tym kim jesteśmy. I właśnie L. S. Christensen prowadzi nas przez karty "Półbrata" przez niezwykłe dzieje pewnej norweskiej rodziny obejmyjące cztery pokolenia. Wszystko to widzimy oczami głównego bohatera - Barnuma : dzieje Jego prababki zwanej Starą, która była wybitną aktorką kina niemego a Jej ukochany nie wrócił z wyprawy po woły piżmowe na Grenlandię; historię babki - Boletty pracującej w Telegrafie oraz jego matki - Very i ojca - Arnolda, który nosi rękawiczki wypchane drewienkami gdyż stracił palce u jednej dłoni. Razem z Barnumem dorastamy wędrując ulicami Oslo, czasami wśród śniegu i chłodu a czasami wśród promiennych dotyków słońca mogąc się zapoznać z pewnym fragmentem stolicy Norwegii. Jak się sama przekonałam sięgając po mapę tegoż miasta,wymienione ulice naprawdę istnieją, tylko szkoda, że nie dane mi było iść po nich własnymi nogami...

Wybrane cytaty:

  • “- Niełatwo jest wracać – mówi cicho. – To prawda – odpowiada Arnold. Albo wraca się za wcześnie. Albo też wraca się za późno. Stary pastor kiwa głową. – Ale to lepsze niż w ogóle nie wracać – szepcze.”
  • „- Po prostu proszę o rozgrzeszenie. Za wszystkie swoje złe uczynki. Stary pastor przybliża się do Arnolda. – Muszę wiedzieć, jakie uczynki Bóg ma ci wybaczyć. On starannie prowadzi rachunki. Arnolda ogarnia złość, prawie wściekłość, z powodu tej pilności. Woła: - Wobec tego zapytam się raczej, czy Bóg może wybaczyć wszystko? Stary pastor ujmuje dłoń Arnolda i czuje luźne palce w rękawiczce, przenika go dreszcz. – tak – szepcze. Bóg może wybaczyć wszystko. [...] –Ale Bóg woli, żeby najpierw poprosić o wybaczenie ludzi – szepcze.”
  • „Najważniejsze jest nie to, co widzisz, lecz to, co ci się wydaje, że widzisz...”
  • „- Myślisz, że on się boi?–spytałem. Boletta uśmiechnęła się i puściła mnie.–kto wie, co się dzieje w tym chłopaku? Nie, myślę raczej, że jest zły. – na kogo zły? Boletta musiała usiąść na otomanie.–Fred jest chyba zły na wszystkich–powiedziała. Na nas. Na siebie samego.Odziedziczył wściekłość po starej.–Może to pokuta?–szepnąłem.Boletta mocno uderzyła laską w podłogę.–Pokuta! Niby za co?–No, nie wiem–powiedziałem.Boletta westchnęła.–Może jak przychodzi co do czego, pokutą jest już samo bycie człowiekiem.”
  • – Pytasz, lecz ja o śmierci nie wiem nic, znam bowiem tylko życie; mogę powiedzieć jedynie, w co wierzę: albo śmierć jest kresem życia, albo też tylko przejściem w inne życie. W obu przypadkach nie ma się czego bać. [...] Lecz bardzo nie chciałbym teraz umierać, bo wydaje mi się, że życie jest piękne!”

Moja ocena: 5+/6

Grafika:OSLO-NO-02 05 ubt.jpeg

Twierdza Akershus

Oslofjorden

Oslo

Pałac królewski

 

 

środa, 17 września 2008

Jak już wszyscy zdążyli odczuć na własnej skórze jesień olbrzymimi krokami się do nas zbliża a w sumie można powiedzieć, że już nastąpił Jej czas panowania. Do łask znów wracają swetry, cieplejsze kurtki, szale a nawet i jak zauważyłam rękawiczki, co mnie nie dziwi, zwłaszcza, gdy sama wczoraj pochodziłam sporo po mieście i właśnie moje dłonie najbardziej ucierpiały. W takie dni najchętniej by się nie wychodziło z domu i przesiedziało czy przeleżało pod ciepłym kocykiem, z filiżaneczką ciepłej herbaty i talerzykiem ciastek pod ręką ... a dla moli książkowych jeszcze oczywiście nie może zabraknąć książki, aby w pełni być szczęśliwym. Tak można przetrwać nawet najzimniejsze okresy niepogody za oknem i wiecie co?... ja właśnie mykam zrobić dokładnie to co napisałam :) a co znajdzie się pod moją ręką? Coś z obecnego mojego stosiku:)

pierwszy jesienny stosik
Od góry patrząc:
  • "Półbrat" Lars Saabye Christensen
  • "Pokój z widokiem" E. M. Forster
  • "Wszystko w czekoladzie" Tatiana Polakowa
  • "Pamiętnik pisany miłością" James Patterson
  • "Beczka soli" Bartosz Łapiński
  • "Historia miłości" Nicole Krauss
  • "Czarownice z Salem Falls" Jodi Picoult
18:35, paulina654
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 15 września 2008

...do grona uczestników kolejnego wyzwania, tym razem o tematyce miejskiej:) "Miejskie czytanie" bo o nim tutaj mowa, ruszyło już w środku lipca jednak ja chociaż już od razu dołączyłam się do niego dopiero teraz tak naprawdę ruszam z miejsca:) Jestem osobą, ktora nie lubi zostawiać czegoś co się zaczęło i rozpoczynać co innego, dlatego też postanowiłam najpierw zrealizować wszystkie zamierzenia w poprzednim wyzwaniu (6 kontynentach) i dopiero potem zacząć coś nowego:) Hm... i znów wybór lektur olbrzymi, że może się zakręcić w głowie, jednak jakoś szybko się zdecydowałam. Najchętniej oczywiście bym przeczytała większość z zaproponowanych pozycji, ale jak wiadomo nie byłabym zdolna tego zrobić w wyznaczonym czasie (do końca października). Po wstępnej selekcji zawężyłam listę do 25 pozycji, lecz z bólem serca jeszcze musiałam coś tam wykreślić. Ostatecznie moja lista wygląda następująco:

Podstawowa lista:

  • Rzym - "Rzymianka" Alberto Moravia
  • Oslo - "Półbrat" Lars Saabye Christensen
  • Florencja - "Pokój z widokiem" E.M.Forster
  • Nowy Jork - coś Paula Austera (bardzo chciałam przeczytać " Trylogię nowojorską" ale niestety jak na razie ta książka jest dla mnie, w moich bibliotekach nieosiągalna i wątpię, aby przed 31 października sumienie ruszyło czytelnika, który od pół roku zwleka z oddaniem tej książki i wreszcie to uczynił)
  • Wenecja - "Śmierć w La Fenice" Donna Leon

Jak zdążę zamierzam jeszcze przeczytać coś z następujących miast:

  • Bombajn - "Święte gry" Vikram Chandra
  • Paryż - "Łuk triumfalny" E.M. Remarque
  • Wiedeń - "Trzeci człowiek" Graha Greene
  • Pekin - "Kamienna wioska" Xiaolu Guo
  • Praga - "Nieznośna lekkość bytu" Milan Kundera
  • Istambuł - "Nazywam się czerwień" O. Pamuk
  • Kabul - "Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini
  • Barcelona - "Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon
  • Londyn - "Szkarłatny płatek i biały" Michel Faber

Jak będzie zobaczymy:) Zależy to nie tylko od czasu, ale też od tego czy akurat nie będą wypożyczone w bibliotece niektóre z tych książek dlatego lista jest dość rozszerzona, aby mieć z czego wybierać. A zresztą podejrzewam,że tak jak większość z Was, nie macie problemu z tym co wybrać tylko musicie się powstrzymywać ze względu na ograniczenia biblioteczne (ilość sztuk) :)