| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
statystyka
Wiatr sprawia iż nasiona dmuchawca wędrują daleko w świat,w tylko sobie znanym kierunku...tak moje myśli za sprawą książek wędrują w coraz to inne obszary...mojej wyobraźni
Kategorie: Wszystkie | Wyzwanie czytelnicze | inne kartki ;)
RSS

Wyzwanie czytelnicze

piątek, 15 stycznia 2010

...a wraz z nim nowa energia do pracy i nowe wyzwania :)

Wiem, wiem, że dawno mnie tutaj nie było, lecz końcówkę roku miałam okropną. Nie miałam sił na zebranie myśli a co dopiero na robienie recenzji i tym samym nie dokończyłam ostatnich wyzwań czytelniczych :( Jednak teraz z nowym zapasem sił chciałabym powrócić i znów zacząć pisać. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Kiedy zobaczyłam, że ruszyły nowe wyzwania podskoczyłam z radości a wraz ze mną adrenalina ;) i krew zaczęła szybciej krążyć (chyba nie wątpicie w to moi kochani maniacy książkowi ). Od razu łapczywie zaczęłam wzrokiem przeglądać proponowane listy książek do przeczytania i ... już wiedziałam, że muszę się również przyłączyć. To, że skopałam poprzednie wyzwania spowodowało trochę niepewności czy mogę zatem podejmować się ich znów, lecz... nikt nie jest doskonały a poza tym po to jest życie, aby próbować raz po raz swoich sił :) Przecież nie należy się poddawać! Zatem ogłaszam, że z chęcią przyłączam się wraz do pozostałych osób i z nowymi wyzwaniami wkraczam w nowy rok. Oby był bardzo obfitujący w ciekawe książki, czego sobie i Wam życzę! :)

A zatem do dzieła!

 

Hm... Amerykańskie Południe w Literaturze. Oczywiście jest w czym wybierać a ponieważ wiele tytułów jest przeze mnie jeszcze niepoznanych  dlatego długo się zastanawiałam co by wybrać. Ostatecznie biorąc pod uwagę zasobność moich bibliotek w mieście stworzyłam taką oto listę:

  • "Książę przypływów" - Pat Conroy
  • "Światłość w sierpniu" - William Faulkner
  • "Zabić drozda" - Harper Lee

W przypadku ubiegnięcia mnie przez inną osobę w bibliotece listę rezerwową stanowią:

  • "Sekretne życie pszczół" - Sue Monk Kidd
  • "Letnisko" - Anne Rivers Siddons

 

 

 

Tutaj stwierdziłam, że długo się nie będę zastanawiać (bo i tak chciałabym najlepiej poznać wszystkie decyzje jury i przekonać się czy bym się pod nimi podpisała) wybrałam pierwsze nagrody wpadające mi w oko, a oto i one:

Nike

  • 1997 - "Widnokrąg" Wiesław Myśliwski

The Man Booker Prize for Fiction

  • 1971 - "W wolnym kraju" V. S. Naipaul

Orange Prize

  • 1997 - "Płomyki pamięci" Anne Michaels

Prix Goncourt

  • 1975 - "Życie przed sobą" Emile Ajar (Romain Gary)

 



środa, 02 września 2009

Kolorowe czytanie - czerwony

"Nazywam się Czerwień" (Benim Adım Kırmızı), Orhan Pamuk, przeł. Danuta Chmielowska

Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2007

powieść, jęz. oryg. turecki, str. 592

„Tak zwiędła czerwona bujna róża miniatury, która dzięki Persom kwitła w Stambule blisko sto lat. Walka między stylem starych mistrzów z Heratu i nowymi europejskimi metodami, która stała się przyczyną kłótni między malarzami i zrodziła tyle problemów, skończyła się niczym. Od tej pory nie rysowano tak jak na zachodzie, ani tak jak na Wschodzie. Malarze nie oburzali się i nie buntowali, przyjęli to wszystko ze smutną pokorą, jak starzec w milczeniu przyjmuje chorobę. Nikt więcej nie interesował się dziełami wielkich mistrzów z Heratu i Tabrizu ani nowymi metodami Europejczyków. Miniatura pogrążyła się w ciemności jak miasto, kiedy nocą gasną wszystkie światła i zamykają się drzwi domów. Nikt nie pamiętał czasów innego postrzegania wszechświata.” 1

 

XVI wieczny Stambuł - czas przekwitu "bujnej róży miniatury". Pod koniec prac nad ilustracjami do księgi wykonywanej na polecenie sułtana na tysięczną rocznicę hidżry zamordowany zostaje jeden z wykonujących je miniaturzystów - Elegant. Podejrzenie o zbrodnię pada na trzech pozostałych ilustratorów - Oliwkę, Bociana i Motyla. Wszyscy czterej wykonują ilustracje do księgi w wielkiej tajemnicy przychodząc pojedynczo do mieszkania ich opiekuna - "Wuja" tam tworząc i jednocześnie nie widząc nawzajem wyników swoich starań. Na życzenie "Opiekuna Świata" rysunki wykonywane są w stylu europejskim, aby pokazać, że "[...] on sam i jego państwo znają europejski sposób malowania oraz panujące w Europie obyczaje i potrafią ich tak samo dochowywać." 2 W tym samym czasie po dwunastu latach nieobecności do miasta wraca Czarny. U Wuja spotyka jego córkę - Şeküre i płomień niespełnionej miłości na nowo wybucha. Starając się tym razem zdobyć rękę samotnej matki dwóch synów na próżno czekającej na powrót męża z wojny. Czarny jednocześnie zapoznaje się z pracą Wuja i próbuje rozwiązać zagadkę morderstwa.

 

Już od bardzo dawna trawiła mnie przemożna chęć przeczytania właśnie tej książki Noblisty Orhana Pamuka. Nie pamiętam już czemu i dlaczego, ale pojawiła się ona i nie opuszczała mnie na krok. Widząc nowe wyzwanie czytelnicze "Kolorowe czytanie" od razu nasunęła mi się na myśl ta pozycja do przeczytania. W końcu wypożyczyłam, przeczytałam i ...mówiąc szczerze zawiodłam się :( Moi drodzy, nie myślcie sobie, że jest to słaba powieść. Co to, to nie! Jednakże chyba zbyt duże mniemanie miałam o niej. Czasami tak się już zdarza. Orhan Pamuk ukazuje w niej czasy miniaturzystów a dokładnie ich schyłek. Uczynił to w sposób bogaty a może aż zbyt przebogaty, mogący osoby niezainteresowane tym odrobinę  znużyć. Mi osobiście to nie przeszkadzało bo dzięki temu mogłam poznać tę dziedzinę sztuki, dotychczas mi nieznaną. Sama nie posiadam talentu plastycznego a prace wykonywane w ramach zajęć plastyki w podstawówce najchętniej schowałabym pod ziemię ;) dlatego też chyba z tak wielkim podziwem zawsze oglądam piękno prac "uzdolnionych" osób. W powieści czytelnik wraz z Czarnym może ukradkiem wejść do środka ówczesnej pracowni zaznajamiając się z tym co się tam dzieje. „Idąc za młodym i przystojnym terminatorem, minąłem podeszłych wiekiem mistrzów introligatorów, którzy dostawali zawrotów głowy od zapachów żywicy i kleju, mistrzów miniaturzystów, którym w młodym wieku wyrosły garby, i pomocników, którzy mieszali farby, nie patrząc w misy na ich kolanach, lecz smętnie wpatrując się w płomienie pieca. W rogu zauważyłem starca, starannie malującego trzymane w rękach jajo strusia, innego starszego mężczyznę z przyjemnością ozdabiającego skrzynkę i młodego praktykanta, który obserwował ich z szacunkiem. Przez otwarte drzwi dostrzegłem młodych uczniów, skarconych przez mistrzów, którzy z rozpalonymi policzkami pochylając się delikatnie nad rozpostartymi przed nimi kartami, próbowali zrozumieć popełnione przez siebie błędy. W innym pomieszczeniu smutny i zmartwiony praktykant, zapomniawszy o farbach, kartonach i malarstwie, patrzył na ulicę, którą przed chwilą podekscytowany spacerowałem. W jednej z innych cel miniaturzyści kopiujący malowidło, przygotowujący szablon i farby oraz ostrzący pióra przyglądali się mi – obcemu –spode łba.” 3 a także dzięki jego wspomnieniom zapoznać się z czasami, w których i on uczęszczał po nauki do pracowni: „Przypomniały mi się chłosty oraz uderzenia kijem w stopy aż do krwi, które otrzymywali leniwi lub marnujący drogie farby praktykanci.” 4 oraz zobaczyć jak przez kilkanaście lat zmienił się w jego oczach naczelny mistrz Osman, który jawił mu się we wspomnieniach na podobieństwo godnego podziwu Behzada. Nie ma jednoznacznego kryterium określającego uzdolnionego mistrza, gdyż ono zmienia się wraz z upływem czasu. "Ważne jest, by talent i moralność miniaturzysty nie zagrażały, ale służyły tradycji naszej sztuki." 5 Mistrz Osman zadawał trzy pytania, aby się zorientować co niesie ze sobą dany malarz. Najpierw pytał o podpis i styl, czas miniaturzysty i Allaha a na końcu o ślepotę. W czasach miniaturzystów artysta nie podpisywał się na swej pracy oraz posługiwał się stylem mistrzów, których starał się wiernie odtwarzać i im dorównać. W ten sposób czasami ciężko potem było  rozpoznać autora pracy. Nie ważna była bowiem osoba, która to dzieło stworzyła, lecz jego wartość. Natomiast ślepota była nagrodą - "[...] największym wyróżnieniem dla miniaturzysty jest widzieć w ciemnościach zesłanych przez Allaha." 6 co może być dla nas obecnie czymś dziwnym, gdyż przecież ślepota powoduje poruszanie się artysty w ciemnościach, w których nie może się odnaleźć doprowadzając go nie raz do rozpaczy.  Natomiast w ówczesnych czasach nawet z zawiązanymi oczami potrafili miniaturzyści rysować konia zaczynając najczęściej od kopyt. „Bywało, że na mistrzów, którzy nie oślepli na starość, patrzono podejrzliwie, dlatego wielu z nich robiło wszystko, by pozbyć się wzroku. Z szacunkiem odnoszono się również do twórców, którzy sami się oślepiali, idąc za przykładem legendarnych mistrzów, wybierających utratę wzroku zamiast pracy dla innego władcy lub zmiany stylu.” 7

Poza obszernymi opisami o miniaturze w powieści Orhana rzuca się w oczy ciekawa kompozycja. Każdy rozdział ma swojego narratora, którym jest nie tylko człowiek a także np. tytułowa Czerwień czy drzewo. Dodatkowo podobały mi się zdobienia pierwszych stron każdego rozdziału, które były dopasowane do klimatu powieści. I choć zetnęłam się jakiś czas temu z tym, że nie wszyscy kończą tę książkę to wierzę, że znajdzie się jednak wiele osób chcących zapoznać się z tą powieścią i do końca ją przeczytają.


Moja ocena: 4+/6


Wybrane cytaty:

  • „Rysowanie jest muzyką dla oczu i wyciszeniem umysłu.” 8
  • „[…] miłość to zdolność czynienia widzialnym niewidzialnego, to pragnienie wyczuwania niewidzialnego.” 9
  • „Kolor to dotyk oka, muzyka głuchego, słowa płynące z ciemności.” 10
  • „Jeśli widok umiłowanej żyje w sercu człowieka, to świat należy do niego.” 11

 

 

-----------------

1 - Orhan Pamuk, "Nazywam się Czerwień", tłum. Danuta Chmielowska, wyd. Literackie, 2007, s. 584

2 - Tamże, s. 53

3 - Tamże, s. 83-84

4 - Tamże, s. 84

5 - Tamże, s. 94

6 - Tamże, s. 95

7 - Tamże, s. 411

8 - Tamże, s. 93

9 - Tamże, s. 171

10 - Tamże, s. 269

11 - Tamże, s. 52

czwartek, 30 lipca 2009

 

Kolorowe czytanie - Biały

 

Aravind Adiga, Biały tygrys (The White Tiger), przeł. Ludwik Stawowy,powieść, str. 256, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2008


" - Jesteś, młody człowieku, inteligentny, szczery, energiczny,a tamci to stado opryszków

i idiotów. Jakie jest najrzadsze zwierzę w dżungli, stworzenie,co pojawia się raz

na pokolenie?

- Biały tygrys - odpowiedziałem po namyśle.

- To właśnie ty tutaj, w tej dżungli - odparł inspektor. Zanim wyszedł dodał jeszcze:

- Napiszę do Patny, żeby Ci przysłali stypendium. Musisz iść do prawdziwej szkoły, gdzieś

daleko stąd. Musisz dostać prawdziwy mundurek i prawdziwe wykształcenie." 1

 

Biały tygrys żyjący jedynie w subtropikalnych lasach Bengalu w północno – wschodnich Indiach stanowi osobliwość poszukiwaną przez ogrody zoologiczne. Przyciąga swoim charakterystycznym umaszczeniem sierści i wzrokiem mogącym zahipnotyzować. Tak samo rzadki okaz stanowią osoby, które wybiły się z Ciemności w kraju, gdzie urodzenie i kasta determinują nie tylko ich los, ale także ich dzieci i wnuków. Bowiem „[…] Indie to dwa kraje w jednym: Indie Jasności i Indie Ciemności. Jasność przynosi […] krajowi ocean. Każdemu miejscu na mapie Indii położonemu blisko oceanu wiedzie się dobrze. Ale rzeka przynosi Indiom ciemność – czarna rzeka.” 2 Rzeka ta swymi długimi mackami owija się wokół swych ofiar, które rzadko kiedy potrafią wydostać się z nich i to z niezmiernym trudem. Okupione to często jest nieczystym sumieniem i wyrzutami, że swoje szczęście wiąże się z cierpieniem innych, a ciężko z tym przecież żyć...


Tytułowy "Biały tygrys" to w rzeczywistości Balram Halwai, któremu imię nadał nauczyciel w szkole, gdyż przez rodzinę nazywany był Munna co znaczy po prostu "chłopiec". Jego historię - od lat młodzieńczych w  biednej wiosce Laxmangarh aż po życie dorosłe w Bangalurze, możemy poznać czytając e-maile pisane nocną porą lub nad ranem do premiera Chin pana Jiabao na swym srebrnym laptopie firmy Macintosh. Śledzimy jak z biednego i niewinnego młodzieńca staje się pewnym siebie przedsiębiorcą poznającym twarde prawa rządzące rzeczywistością - zjesz albo sam zostaniesz  zjedzony. Jak sam wyznaje: „Mój kraj należy do tych, w których opłaca się grać na dwie strony: hinduski przedsiębiorca musi być jednocześnie rzetelny i nieuczciwy, drwiący i wierzący, podstępny i szczery.” 3 Munna pragnie wydostać się z "Kojca dla Kogutów", w którym tkwi tysiące takich jak on. Pragnie nie być bezwolną marionetką poddającą się swojemu losowi przypisanemu już przy urodzeniu. Chce wziąść los w swoje ręce i przestać być służącym, choć uniżoność wobec "Wielkich" ma już we krwi z dziada i pradziada. Pragnie coś zmienić, lecz droga by tego dokonać jest w zasadzie jedna...
o barwie krwi.

Książkę Aravinda Adigi czytałam z zapartym tchem ciekawa kraju, o którym tak mało wiem - Indiach. Pokazane jest jak większość ludności tego kraju żyje w ubóstwie a najważniejszym członkiem rodziny jest bawolica - ze wszystkich najgrubsza bowiem z jej tłustością wiązały się wszelkie nadzieje rodziny. Dzieci bardzo szybko kończyły naukę nierzadko nie umiejąc nawet pisać i czytać, gdyż potrzebna była kolejna para rąk do pracy. Wioską Laxmangarh rządziły cztery Zwierzaki (Bawół, Bocian, Dzik i Kruk), ciągle głodne i nienażarte wykorzystując mieszkańców wsi. Promyczek nadziei na lepsze jutro stanowiło wyjechanie na południe kraju - do Jasności, aby tam szukać swego szczęścia. Często bywały one płonne gasnąc w brudzie slumsów lub pod mostem. Niekiedy tak jak Balramowi, dzięki determinacji, inteligencji i charakterowi udawało się wyjść z Kojca dla Kogutów przechodząc na drugą stronę - Wielkich Brzuchów.


Moja ocena: 5+/6


Wybrane cytaty:

  • „Biedak nosi historię swego życia wypisaną ostrym piórem na skórze.” 4
  • „Ja i tysiące takich jak ja w tym kraju jesteśmy niedouczeni, bo nie mogliśmy skończyć nauki. Gdyby tak ktoś otworzył nam czaszki i poświecił latarenką, odkryłby dziwaczne muzeum informacji: zdania zapamiętane z podręczników historii czy matematyki (żaden chłopiec nie pamięta tak dobrze, czego się uczył, jak ten, któremu naukę przerwano, zapewniam Pana); opinie na temat polityki, przeczytane w gazetach, w oczekiwaniu że ktoś przyjdzie do biura; trójkąty i ostrosłupy widziane na kartkach wyrwanych ze starych podręczników do geometrii (w takie kartki pakują przekąski wszystkie herbaciarnie w tym kraju);” 5
  • „Kobiety już czekały. Chowały się za drzwiami i gdy tylko mężczyźni przekraczali próg, rzucały się na nich jak dzikie koty na kawał mięsa. Były bijatyki, lamenty, piski. Wujowie stawiali opór i udawało im się zatrzymać trochę pieniędzy, ale ojciec zawsze wychodził z tego oskubany do gołej skóry. „Poradziłem sobie z miastem, ale nie z kobietami w moim domu” – mówił i zaszywał się w kącie pokoju.” 6
  • „Jestem najwierniejszym wyborcą w Indiach, a jeszcze nie widziałem kabiny do głosowania od środka.” 7


---------------

1 - Aravind Adiga, "Biały Tygrys", tłum. Ludwik Stawowy, wyd. Prószyński i Spółka, 2008, s. 34.

2 - Tamże, s. 17

3 - Tamże, s. 12

4 - Tamże, s. 27

5 - Tamże, s. 13

6 - Tamże, s. 26

7 - Tamże, s. 84

czwartek, 23 lipca 2009

Witam po bardzo długiej przerwie. W zasadzie od początku roku zaniedbałam to miejsce i kazałam wykazać się niezmiernie dużą cierpliwością osobom, które od czasu do czasu tu przybywały. A czy warto było czekać będziecie mogli kochani przekonać się z czasem;) Tłumaczyć się można by długo jednak napiszę 2 słowa - KONIEC STUDIÓW. Co się z tym wiąże to wiadomo. Ponieważ wybrałam sobie pracę magisterską doświadczalną i badałam pewne krople do oczu, nie miałam zbyt wiele czasu wolnego. Na szczęście dosłownie wczoraj rozpoczęły mi się w końcu wakacje i mogę odetchnąć z ulgą. Nie wiem jak mi zleciało te 5 lat, ale jakoś poszło (i to nawet nie tak źle;) ). Skręcając się z zazdrości;) śledziłam jak tylko miałam wolną chwilkę, Wasze starania w poprzednim wyzwaniu czytelniczym, które rozpoczęło się w dniu moich urodzin. Dziś mogę i ja przyłączyć się również do kolejnych. Jak małe dziecko cieszące się na słodycze, tak i ja zacieram dłonie na nowe przygody czytelnicze. A zapowiada się kolorowo i egzotycznie:):) Jak zwylke z wyborem książek było ciężko choć stanowi to część frajdy. Jeśli jeszcze ktoś nie wie o jakie wyzwania czytelnicze chodzi zapraszam tutaj i tutaj :) Oto co sobie zaplanowałam:

Kolorowe czytanie:

 

Moja podstawowa trójka:

  • "Biały tygrys" Aravind Adiga - właśnie dzisiaj skończyłam lekturę i już mogę napisać, że bardzo ale to bardzo mi się podobało
  • "Nazywam się czerwień" Orhan Pamuk - na tę książkę już dawno temu się napaliłam, ale jakoś nie miałam okazji, aby jej przeczytać. Nutto miałaś rację! w końcu nadszedł jej czas w innym wyzwaniu:) )
  • "Eve Green" Susan Fletcher - po przeczytaniu recenzji Padmy wiedziałam, że musi być na mojej liście

Listę rezerwową tworzą:

  • "Czarna woda" Kerstin Ekman
  • "Wzgórze błękitnego snu" Igor Newerly
  • "Kwiaty śliwy w złotym wazonie"
  • "Jeździec miedziany" Paullina Simons
  • "Heban" Ryszard Kapuściński
  • "Karmazynowy pałac" Jacqueline Briskin

 

Literatura na peryferiach:


 

Moja podstawowa trójka:

  • "Golgota" Czingiz Ajtmatow - KIRGIZJA
  • "Oddech, oczy, pamięć" Edwidge Danticat - HAITI
  • "Gdzie krokodyl zjada słońce" Peter Godwin - ZIMBABWE

Lista rezerwowa:

  • "Khul-khaal. Bransolety Egipcjanek" Nayra Atiya - EGIPT
  • "Wyjątek" Christian Jungersen - DANIA
  • "Dotknięcie ziemi" Rani Manicka - MALEZJA
  • "Każdego dnia" Mora Terézia - WĘGRY
  • "Kraj, gdzie nigdy się nie umiera" Ornela Vorpsi - ALBANIA
  • "Murzyn" Tatjana Gromaca - CHORWACJA

Tak jak w kolorowym wyzwaniu kierowałam się listą "książek do przeczytania" (która rozrosła się do niebotycznych rozmiarów i dzięki temu wyzwaniu będę mogła ją ciut uszczknąć) tak w tym wybrałam w zasadzie książki, o których dopiero dzięki wyzwaniowej liście mogłam przeczytać i się dowiedzieć. Mam tylko nadzieję, że się nie rozczaruję.

 

Życzę wszystkim udanych lektur (zresztą już widzę, że takowe nastąpiły) i zrealizowania planów czytelniczych a Padmie jako organizatorce jeszcze raz BARDZO PRAGNĘ PODZIĘKOWAĆ. JESTEŚ WSPANIAŁA!

środa, 12 listopada 2008

Ach jak ten czas leci! Niedawno zaczynałam kolejne wyzwanie czytelnicze a tutaj już jego koniec nastąpił. Niestety znów zaległam z recenzjami lecz już jest ciutek lepiej niż było w poprzednim czytaniu w moim wykonaniu:) Na szczęście zdołałam przeczytać wszystkie wybrane książki z podstawowej listy, którą specjalnie zwiększyłam o 1 pozycję, aby zamiast 4 przeczytać chociażby 5 książek. I tak po kolej wędrowałam przez Oslo ("Półbrat" Lars Saabye Christensen),Florencję ("Pokój z widokiem" E.M.Forster), Nowy Jork ("Noc wyroczni" Paul Auster), Wenecję ("Śmierć w La Fenice" Donna Leon) i Rzym ("Rzymianka" Alberto Moravia). Zaczęłam także czytać "Święte gry" Vikrama Chandry, lecz z powodu braku czasu niestety nie zdążyłam na czas ich przeczytać. Jednak nie poddaję się i zamierzony cel na pewno w przyszłości w końcu osiągnę:)

W tym miejscu chciałabym bardzo serdecznie podziękować Padmie - organizatorce wyzwania czytelniczego, która niestrudzenie podejmuje się raz po raz tej roli i mówiąc szczerze tak jak inni czekam już na kolejne, ciekawa co czeka na nas tym razem:) Czekam tym bardziej, gdyż może tym razem w końcu zdążę na czas z realizacją moich wszystkich zadań?:)

Również dziękuję tak licznemu gronu uczestników wyzwania:) Zawsze z ciekawością czytam Wasze recenzje, które co rusz sprawiają iż moja lista książek do przeczytania się stale powiększa tylko obawiam się,że czasu mi nie starczy na przeczytanie ich. Chyba to jest odwieczne zmartwienie moli książkowych, nieprawdaż?;)

Zatem do zobacznia w kolejnej odsłonie wyznania czytelniczego!

Miejskie czytanie - Rzym         

„[...] wydałam się sobie podobna do lalki z moich lat dziecinnych , którą ciągałam po podłodze i tarmosiłam przez cały dzień, a chociaż jej wygląd zewnętrzny nie ucierpiał na tym i dalej była różowa i uśmiechnięta, słyszałam, jak wewnątrz kołacze jej coś i zgrzyta. Odkręciłam Jej głowę i przez otwór wypadły skorupki porcelany, sznurki, sprężyny, metalowe płytki; były to szczątki mechanizmu, który poruszał oczami lalki i sprawiał, że mówiła. Były tam też jakieś tajemnicze kawałeczki drzewa i materiały, ale nigdy nie mogłam dojść, do czego miały służyć.”

Matka wychowująca samotnie swoją córkę - Adrianę, postanawia zmienić ich los dzięki urodzie córki. Niechcąc, aby i ona popełniła błąd - wcześnie wyszła za mąż i miała dziecko, przez co jak domniemywa zniszczyła swoje życie wiążąc ledwie koniec z końcem z zajmowania się bieliźniarstwem, powoduje iż od wczesnej młodości Adriana zostaje modelką podrzędnych malarzy. Całymi dniami przesiaduje na zimnych poddaszach pozując do aktów i zarabiając skąd inąd niezbyt dużo. Lecz to jest zaledwie początek, gdyż matka ma w zamyśle aby została kurtyzaną, dzięki czemu życie ich by się znacznie poprawiło. Adriana w trakcie pracy modelki poznaje Gizelę,z którą się zaprzyjaźnia. Jej przyjaciółkę stać na różne rzeczy - dobre ubrania, kosmetyki a nawet dzięki swemu 'sponsorowi' dostaje piękne mieszkanie. Z czasem wciąga ona Adrianę w swój świat dzięki czemu w zasadzie spełnia się marzenie matki Adriany. Lecz czy to sprawi iż obie będą szczęśliwe to już jest inna sprawa.Niespełnione miłości w 'nieodpowiednich typach' sprawiają iż Adriana dojrzewa poznając trudne reguły rządzące życiem...

Bieda od dawien dawna spotykana jest we wszystkich miejscach ziemi, nawet w najbardziej rozwiniętych miastach. I chociaż wciąż na świecie dokonuje się postęp techniczny nie wynaleziono sposobu, aby poprawić byt tych najuboższych. Sprawia ona,że ludzie zdolni są do popełniania różych rzeczy, czasami takich do których nigdy by się nie posunęli. Można powiedzieć,że sprawdza ich charaktery. Osoby tylko silne są w stanie żyć zgodnie ze swym sumieniem nie tracąc swojej godności, innych ubóstwo czasami strąca na samo dno... Alberto Moravia pokazuje nam historię biednej, młodej dziewczyny. Jest ona pokazana oczami dojrzałej już Adriany cofającej się do swej przeszłości - czasów młodości. Z perspektywy czasu widzi jaką była osobą, wie jak życie potrafi nauczyć sprawiając iż młoda, naiwna, niewinna dziewczyna dojrzewa. Czytając Jej wspomnienia widzimy jak traci ona złudzenia co do spełnienia swoich marzeń. A jakie one są? Zwyczajne, takie o których marzy chyba każda dziewczyna. Założyć szczęśliwą rodzinę, kochać i być kochaną. Jednak z racji wykonywania takiego a nie innego zawodu z czasem przekonuje się a raczej dochodzi do Jej świadomości to iż trudno Jej będzie z taką reputacją, aby jakiś porządny mężczyzna chciał się z Nią ożenić. Widzimy właśnie jak wkracza w świat prostytutek, jak wbrew Jej woli musi się oddać Jej pierwszemu klientowi. Widząc postawienie Jej w podbramkowej sytuacji, zaszczutej jak zwierzę w ciasnej klatce ciężko przejść obok obojętnie. Można powiedzieć: przecież każdy jest kowalem swego losu, mogła się postawić. Lecz jak to zrobić czując nacisk ze strony matki a przede wszystkim będąc tak niedoświadczoną dziewczyną? Właśnie to pociągało mężczyzn w Adrianie - jej świeżość młodości pozbawionej sztuczności kosmetyków na twarzy i jej niewinność która z czasem została zabita,aż w końcu Adriana stwierdza iż może po to została stworzona- aby dawać rozkosz mężczyznom.Lecz gdzie jest miejsce dla Niej, dla Jej wewnętrznych potrzeb? Jak piękna lalka, która zaspokaja potrzeby innych sama przez to będąc niby na zewnątrz taką jak dawniej, lecz mając popsuty mechanizm w środku...

P.S. Niestety w książce tej nie jest poruszana sceneria Rzymu. Nie możemy odczuć dokładnie klimatu tego miejsca, gdyż pisarz skupił się nie na tle tylko na ludzkich charakterach.

Wybrane cytaty:

  • „Tak więc każdy wybiera sobie raj, który jest piekłem dla innych.”
  • "[..]ja zawsze, ilekroć mnie ktoś skrzywdził, a zdarzało się to często, bo byłam biedna, łatwowierna i samotna, pragnęłam znaleźć dla niego usprawiedliwienie i jak najszybciej zapomnieć urazę. Jeżeli doznane zło wywołało we mnie jakieś zmiany, nie odbijały się one na moim zachowaniu czy wyglądzie, lecz znajdowały wyraz dużo głębiej; zamykałam się w sobie, jak zdrowe ciało, które stara się jak najprędzej zasklepić krwawiącą ranę. Ale pozostają blizny, i te prawie nieuchwytne zmiany, zachodzące w duszy, są nieodwracalne.”
  • „Każda sytuacja, choćby i najprzykrzejsza, ma swoje dobre strony.”
  • „... kiedy ludzie zaczynają postępować niezgodnie ze swoim sumieniem, usiłują wybielić się i podnieść na duchu, rozprawiając na tematy najbardziej wzniosłe, przedstawiając się innym i sobie samym jako szlachetni i bezinteresowni, dalecy o setki mil od tego co robią, lub, jak w wypadku matki, od tego, co pozwalają robić. Tyle tylko, że większość z nich czyni to z całkowitą świadomością, natomiast matka, biedactwo, zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy, działała pod wpływem instynktu i okoliczności.”
  • „Zawsze miałam niejasne przekonanie, że dostarczam mężczyznom towaru, który nic kosztuje i za który na ogół się nie płaci i że otrzymywane pieniądze są raczej podarunkiem niż wynagrodzeniem. Wydawało mi się że nie istnieje w ogóle zapłata za miłość a w każdym razie nie ma tak wielkiej sumy która byłaby wystarczające i przekonanie to oraz wrodzona skromność uniemożliwiały mi wyznaczenie ceny którą uważałabym za wygórowaną.”

     

Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 03 listopada 2008

 

Miejskie czytanie - Wenecja          

"Śmierć w La Fenice" otwiera serię powieści kryminalnych z akcją toczącą się w Wenecji, gdzie głównym bohaterem starającym się rozwiązać liczne zagadki jest komisarz Guido Brunetti. Donna Leon przypomina nam tutaj Wenecję jako "stolicę opery" święcącą swe triumfy i zainteresowanie wśród wszystkich Europejczyków w XVII wieku.Teatro La Fenice jest najsłynniejszym weneckim teatrem operowym i właśnie tutaj rozpoczyna się powieść...Podczas swego gościnnego występu we wspomnianej operze zostaje otruty cyjankiem światowej sławy niemiecki dyrygent - Helmut Wellauer. W trakcie śledztwa Brunetti przeprowadza rozmowy z wieloma osobami, bliskimi dyrygenta i tymi którzy mieli z nim kontakt na codzień. Razem z nim odkrywamy przeszłość Wellauera odkrywając,że kilka osób miałoby powód do posunąć się do tego czynu...

Ponieważ bardzo lubię kryminały i jakoś dotychczas nie miałam możliwości zetnąć się z książkami Donny Leon z chęcią sięgnęłam po coś z tej serii. Jak mogłam się dowiedzieć z czytanych wywiadów z autorką i Jej biografią  to przypadek sprawił,że rozpoczęła pisać o przygodach komisarza Brunettiego. Ta jej pierwsza książka przeleżała ok. 1,5 roku w szufladzie aby potem poprzez usilne namowy przyjaciółki wysłać ją na konkurs do Japonii, w wyniku czego nota bene zdobyła nagrodę SUNTURY (najlepszy kryminał roku) w 1991 roku co spowodowało podpisanie kontraktu i narodzenie się serii książek. Co ciekawe książki Jej nie wychodzą we Włoszech co pisarka tłumaczy tym, iż nie ma zamiaru być sławna i chce czuć się osobą anonimową w Jej mieście. O Jej kryminałach wiedzą jedynie przyjaciele a znajomi myślą, że pisze jakieś książki o Włoszech. Hm...ciekawe. Wracając do książki mogę powiedzieć,że dość szybko przeczytałam ją. Nie miałam z tym większego problemu, może też dlatego iż naprawdę kocham kryminały. Jednakże nie zachwyciła mnie ona. Daleko Jej do Agathy Christie a nawet jakoś bardziej mdło wypadła, gdy porównam ją z Polakową po którą też niedawno pierwszy raz sięgnęłam. A wspomniana Wenecja ukazała mi się zupełnie inaczej niż sobie ją wyobrażałam z innych książek, opowieści czy filmów. Wypadła bardziej szaro, jak zaniedbana stara kobieta/ gwiazda, którą ludzie odwiedzają z uwagi na Jej minioną świetność...Może kiedyś uda mi się to skonfrontować z rzeczywistością i wyrobić sobie własne zdanie?

„ Wenecja – niegdyś europejska stolica rozrywki – stała się sennym, prowincjonalnym miastem, które praktycznie zamierało po dziewiątej czy dziesiątej wieczorem. W letnich miesiącach przypominała sobie swą rozpustną przeszłość i blask – pod warunkiem, że turyści płacili i utrzymywała się dobra pogoda – ale zimą przemieniała się w zmęczoną starowiną, która wolała wcześnie wleźć do łóżka, oddając opustoszałe ulice we władanie kotom i wspomnieniom z przeszłości. Ale właśnie o tej porze miasto było dla Brunettiego najpiękniejsze, gdyż wtedy on – wenecjanin z krwi i kości – miał poczucie jego minionej chwały. Ciemność nocy kryła mchy porastające stopnie palazzi ciągnących się wzdłuż Canale Grande, zasłaniała pęknięcia w murach kościołów i tuszowała wyrwy w tynku na fasadach budynków publicznych. Jak wiele kobiet, które osiągnęły pewien wiek, miasto musiało uciec się do pomocy zwodniczego światła, by odzyskać utraconą piękność. Łódź, która za dnia przewoziła płatki mydlane czy kapustę, w nocy przybierała nadprzyrodzoną formę i zmierzała ku tajemniczemu miejscu przeznaczenia. Mgły, które często pojawiały się w zimowe dni, przemieniały ludzi i przedmioty – nawet długowłosi nastolatkowie, wystający na rogach ulic i palący jednego papierosa ba spółkę, przypominali tajemnicze zjawy z przeszłości...”

Grafika:Teatro-la-fenice-sala.jpg

Teatro La Fenice - najsłynniejszy wenecki teatr operowy

Moja ocena: 4/6

czwartek, 30 października 2008

Miejskie czytanie - Nowy Jork        

 

„-Nałóg to może za mocne słowo, ale na pewno te zeszyty mają potężny wabik. Uważaj, Sid. Zapisywałem je całymi latami, wiem, co mówię.

-Mówisz, jakby były niebezpieczne.

– Zależy, co piszesz. Bywają bardzo przyjazne, ale potrafią też być okrutne, więc uważaj, żebyś się w nich nie pobłąkał.”

Sidney Orr, 34-letni pisarz pomimo złych rokowań uchodzi jakimś cudem śmierci i przez kilka miesięcy czeka go okres rehabilitacji. Powoli wracając do zdrowia, codziennie pokonuje stopniowo coraz to dłuższe wyprawy z domu po dzielnicach Nowego Jorku czując się wśród labiryntu dawno temu poznanych przecznic jak ledwo powłóczący nogami starzec. Wśród tych spacerów kluczowego poranka 18 września 1982 roku, który utwił mu szczególnie w pamięci, natyka na swej drodze sklep papierniczy. "Papierowy Pałac" z wymyślną wystawą chlubiącą się wieżami z długopisów, ołówków i linijek upodobnionych do zarysu nowojorskich budowli na tle nieba zaintrygowawszy Sida spowodował wystąpienie u niego nieprzepartej chęci zobaczenia jego wnętrza a przy okazji zaopatrzenia się w przybory do pisania w razie przypadku, gdy po miesiącach apatii i milczenia przyszedłby mu jakiś pomysł na nową powieść. I właśnie tam wpada mu w oko niby zwyczajny, niczym sie nie wyróżniający portugalski zeszyt.„ [...] ledwie wziąłem do ręki taki zeszyt, wiedziałem już, że go kupię. Nie wyglądał ekstrawagancko, nie miał zwracać uwagi.[...]Nie umiem wyjaśnić dlaczego, poczułem jednak, że ów format sprawia mi wyczuwalną przyjemność; Trzymając w rękach po raz pierwszy ów zeszyt, zaznałem czegoś podobnego do fizycznego zadowolenia, przeżyłem nagły niewytłumaczalny przypływ dobrego samopoczucia.” Kupiwszy go u sprzedawcy - dość niezwykłego Chińczyka M.R. Changa,raca do domu i nagle odczuwa potrzebę trafienia za swoje stare biurko, tam gdzie już od dawna nie przebywał...„ Teraz, kiedy opuściłem nieszczęsny poturbowany tyłek na twarde drewniane siedzisko, poczułem się jak ktoś, kto wreszcie trafił do domu po długiej i niełatwej podróży, jak niefortunny wędrowiec, który powraca, żeby upomnieć się o swe prawowite miejsce na ziemi. Przyjemnie było znów się tu znaleźć, przyjemnie było chcieć tu wrócić; te radość ogarniającą mnie w chwili zasiadania za starym biurkiem postanowiłem upamiętnić i napisać coś w niebieskim zeszycie.” I właśnie wtedy niespodziewanie te jedno zdanie napisane w zeszycie zamienia się w całe ich morze. Wygląda to jakby musiał nadążać za czymś, co działo się w nim, najszybciej jak tylko potrafi, aby dotrzymać temu kroku. A pomysł na książkę zasugerował mu jego znajomy John, słynny pisarz twierdząc,że w historyjce z książki Dashiella Hammetta "Sokół maltański" tkwi gdzieś powieść.Mając w głowie tamtą rozmowę Sid stara się jakoś ten pomysł wykorzystać i z każdą kolejną stroną wciąga go to coraz bardziej...Dotychczas spokojne życie państwa Orr zmienia się tak iż małżeństwo niemal się rozpada a o historii poznania się Sida ze swoją żoną Grace i o kulisach małżeństwa dowiadujemy się z tworzonej literackiej fantazji Sidney'a. Z czasem wygląda to jakby zacierała się granica pomiędzy rzeczywistością a fikcją...

W poprzednim wyzwaniu czytelniczym sięgnęłam pierwszy raz po twórczość Paula Austera i bardzo nim zaintrygowana postanowiłam w niedługim czasie sięgnąć po inne jego książki,aby zobaczyć czy moja czytelnicza przygoda z tym pisarzem będzie dłuższa czy jednorazowa. Wybierając książki do Miejskiego Czytania wiedziałam już,że na pewno chcę odwiedzić w tej wędrówce także Nowy Jork,gdyż to miasto wiele razy przemyka się w twórczości tegoż pisarza, wręcz wpisane w nie. Niecierpliwie wyczekiwałam tego ponownego spotkania drżąc w myśli czy przypadkiem się nie rozczaruję. Bardzo chciałam przeczytać "Trylogię nowojorską" - chyba najbardziej znane dzieło Austera,pokazujące cały jego kunszt literacki, lecz nie było mi to dane niestety tym razem:( Los padł na "Noc wyroczni" i ... nie żałuję:) Wiem,że przeczytawszy zaledwie dwie książki to za mało ale już zauważam bardzo specyficzny styl Paula Austera - tajemniczy i zawiły, który przypadł mi niezmiernie do gustu. Ponieważ dość zaintrygował mnie on przeczytałam kilka zdań na temat jego życia i mówiąc szczerze czytając "Noc wyroczni" widziałam wątki autobiograficzne. Nie chodzi o to,że akcja dzieje się w Nowym Jorku - mieście zamieszkania pisarza ani też zawód głównego bohatera. Ciekawe jest pojawienie się w książce Warszawskiej książki telefonicznej z 1937/38 roku a w niej prawdopodobnie krewnych Sidney'a Orra - Janinę i Stefana Orłowskich a Paul Auster też ma korzenie polskie...Wśród tej można powiedzieć "szkatułkowej" powieści można choć trochę wczuć się w atmosferę Nowego Jorku - tę mnogość przecznic i dzielnic, most brookliński, linie podziemnego metra a przede wszystkim tę gorączkę tłumu  ludzi wylegających na nowojorskie ulice, bo w końcu Nowy Jork to "Miasto, które nie zasypia" :)

Grafika:Photos NewYork1 032.jpg

„ W Nowym Jorku przemieszkałem całe życie, mimo to nie rozumiałem już ulic ani tłumów, ilekroć zaś ruszałem na te krótkie wycieczki, czułem się zagubiony, jak w obcym mieście”

Grafika:New York City at night HDR.jpg

„W sobotni wieczór w Nowym Jorku zawsze jest rojno, lecz tego wieczoru ulice były jeszcze bardziej zatłoczone niż zwykle. [...] Tego wieczoru Greenwich Village kipiała energią, zdawało się, iż rejwach godny domu wariatów przerodzi się lada chwila w jakiś akt przemocy; obecność wśród tych tłumów wydała mi się czymś nieznośnym, przylgnąwszy do ramienia Grace, próbowałem zachować równowagę.”

Grafika:Brooklyn Bridge - New York City.jpg

Wybrane cytaty:

  • „ Ciała się liczą, to jasne – bardziej, niż skłonni jesteśmy przyznać – jednak coś, co nas obezwładnia, to nie miłość do ciał, lecz miłość jednego do drugiego; jeśli istota tego, czym jesteśmy, miałaby się ograniczać do ciała, do krwi i kości, równie dobrze mogłoby jej nie być.”
  • „Misterium pożądania zaczyna się od patrzenia w oczy ukochanej, w oczy ukochanego, bo tylko tak człowiek może pochwycić rozbłysk, świadczący, kim jest owo drugie.”
  • „Nick wyszedł wieczorem z domu tylko po to, żeby przeciąć tor lotu kamienia, a skoro zdołał ujść z życiem, może to tylko oznaczać, że oto został obdarzony życiem na nowo; stare życie się skończyło, odtąd każda chwila przeszłości należy już do kogo innego.”
  • „Tak to odczuł, jakby mu ktoś otworzył oczy na życie, pozwolił przyjrzeć się maszynerii.[...] świat nie jest miejscem ani zdrowym, ani uporządkowanym; widzi, że od początku się mylił, nigdy nie zrozumiał, na czym to wszystko polega. Światem rządzi przypadek. Skrada się za nami co dnia, przez całe życie, a ono może nam zostać zabrane w każdej chwili i bez żadnego powodu.”

 Moja ocena: 5+/6

piątek, 10 października 2008

Florencja                

Pokój z widokiem - Forster Edward Morgan

 

 „Kiedy znalazła się w pokoju, otworzyła szeroko okno, odetchnęła i wychylając się jak najdalej spojrzała na światła tańczące na Arno, na cyprysy San Miniato, na zarysy Apeninów, czarne na tle wschodzącego księżyca, i z wdzięcznością pomyślała o tym dobrym człowieku, który oddał jej swój pokój.”

Arno - główna rzeka Toskanii

 „Ruszyły przed siebie, mijając niezliczone, brązowo – szare ulice, wąskie i brzydkie, jakich wiele we wschodniej części miasta. Lucy czuła, że jej nastrój pogarsza się z każdym krokiem. W gruncie rzeczy Florencja nie była taka piękna jak mówiono. Przez jedną tylko krótką, cudowną chwilę gotowa była zmienić zdanie. Kiedy dotarły na plac Annunziata, ich oczom ukazały się wyrzeźbione w terakocie cudowne dziecięce postaci. Stały tam, wznosząc do nieba silne, białe ramiona; Lucy nigdy nie widziała czegoś równie pięknego.”

 

 „Cudownie było obudzić się we Florencji! Otworzyć oczy i ujrzeć jasny, przestronny pokój  z podłogą z czerwonej terakoty, która zawsze wyglądała czysto, choć nigdy taka nie jest, i sufitem malowanym w różowe gryfy i błękitne amorki, igrające wśród żółtych skrzypiec i fagotów. Przyjemnie było otworzyć szeroko okno, przycinając sobie palec nieznaną klamką, wychylić się daleko, wystawiając głowę i ramiona na słońce, i ogarnąć wzrokiem przecudne wzgórza i drzewa, marmurowe kościoły i Arno, szemrzącą wesoło na dole. Na piaszczystym brzegu uwijali się mężczyźni, uzbrojeni w szpadle i rzeszota. Środkiem rzeki płynęła łódź, zmierzająca pilnie do jakiegoś tajemniczego celu. Tramwaj elektryczny przejechał z hałasem pod oknem pensjonatu. Wewnątrz, poza jednym turystą, nie było nikogo, za to platformy wypełniali Włosi, którzy najwyraźniej woleli stać. Gromadka dzieci próbowała uwiesić się z tyłu pojazdu; konduktor, bynajmniej nie rozzłoszczony, odganiał je lekkimi uderzeniami. [...] Obserwując takie błahostki można stracić wiele cennych godzin. Dlatego też podróżnik, który przyjeżdża do Włoch, by podziwiać geniusz Giotta lub przekonać się o upadku papiestwa, często pamięta jedynie błękitne niebo i ludzi, którzy pod nim mieszkają.”

kościół Santa Croce

fresk autorstwa Giotta

 

 W każdym z nas drzemie nasze drugie 'ja', które może być przez całe życie tłumione czy to za sprawą otoczenia czy istniejących konwenansów. Czasami przyczajone czeka na sposobną sytuację, aby się ujawnić, dać o sobie znać i wychodzi na światło dzienne. Czasami tłumione milknie i zaszywa się w swój szary kącik. Niektórzy mający zbyt słaby charakter poddają się wpływom otoczenia, nie wypowiadają się ukrywając swe zdanie, wolą być cicho. Jednak czasem pod wpływem bodźca może się dokonać w nas przemiana, może w końcu dojść do głosu to inne 'ja'. Zapewne nie jest łatwo przeciwstawiać się istniejącym konwenansom, lecz czy warto zawsze się poddawać wpływom otoczenia?

 

 Lucy Honeychurch - młoda Angielka, która razem z  kuzynką panną Charlottą Barlett w postaci przyzwoitki przybywa do Florencji, aby razem z  przewodnikiem dzierżonym w swych dłoniach poznać to urokliwe miejsce i jego zasoby kulturalne. Właśnie niespodziewanie tutaj pod wpływem może piękna tego miejsca, może uwolnienia się od matki i prowincjonalnego, angielskiego miasteczka a zapewne pod wpływem nowo poznanych osób - Georga Emersona i jego ojca, będących nietuzinkowymi osobami, można wręcz powiedzieć ekscentrykami nie potrafiący zatrzymać opinii dla siebie śmiało je wypowiadając, w Lucy budzi się jakby z uśpienia. Bojąc się rodzących się uczuć do Georga pośpiesznie wyjeżdża z Florencji, następnie zaręcza się z Cecilem będącym uosobieniem angielskiego chłodu, lecz niespodziewanie na Jej drodze znów pojawia się ten, którego myślała, że już nie spotka...

 

 

   Forster doskonale zakreślił w swej powieści portret społeczeństwa angielskiego - świat pełen konwenansów i wiktoriańskiej pruderii. A wśród tego młodą pannę stającą się powoli kobietą, która niezbyt dobrze się czuje w swym otoczeniu. Na początku nie dochodzą do niej głośno uczucia, lecz za pomocą już jej gry na fortepianie, a przecież muzyka potrafi odkryć prawdziwą naszą duszę i drzemiące w nas prawdziwe uczucia, mówi o czymś zupełnie innym niż widać na pozór. 

  

  „Codzienność była dla Lucy chaosem, w którym nie zawsze odnajdywała właściwe miejsce. O ile łatwiej było usiąść przy fortepianie! Nie ulegać nikomu i z nikim nie walczyć. Królestwo muzyki rządzi się własnymi prawami. Przyjmuje tych, których świat odrzuca. Zwykły śmiertelnik wkracza doń bez trudu, kiedy tylko zacznie grać. My zaś patrzymy zdumieni, zastanawiając się, jak zdołał nam umknąć, gotowi czcić go i wielbić, jeśli tylko uchyli rąbka tajemnicy i przetłumaczy swe doznania na zrozumiały dla nas język. A jeśli nie może tego zrobić? Lucy nie robiła tego nigdy.”

   „ Mam pewną teorię na temat panny Honeychurch. Proszę powiedzieć, jak to możliwe, że żyjąc tak, jak żyje, gra w taki niezwykły sposób? Jestem pewien, że któregoś dnia jej życie stanie się równie niezwykłe jak jej gra. Muzyka i życie połączą się i staną jednym... Wówczas będzie heroicznie dobra, heroicznie zła – a może zbyt heroiczna, by być zła czy dobra.”

   „Jeśli panna Honeychurch zacznie kiedykolwiek żyć tak jak gra, będzie to bardzo ekscytujące – i dla nas, i dla niej samej[...]”

 

I myślę,że pan Beebe był bardzo bystrym obserwatorem i świetnie wyczuł co Lucy 'w duszy gra'.

Śledząc losy Lucy i zastanawiając się czy będzie potrafiła przeciwstawić się konwenansom a przede wszystkim dojść do głosu mowie serca, dodatkowo możemy, początkowo dzięki Jej wyjazdowi do Florencji, razem z  Nią zwiedzać to miasto a następnie poczuć atmosferę angielskiego prowincjonalnego miasteczka i Jego mieszkańców przy tym nie nudząc się i przyjemnie spędzając popołudnie...

 

Wybrane cytaty:

  • „Zaręczyny mają w sobie moc, która prędzej czy później wprowadza wszystkich w stan radosnego zadziwienia. [...] Każdy z uczestników wydarzenia, niezależnie od rzeczywistego stopnia zaangażowania, okazuje niezmierny entuzjazm. Co dziwniejsze, zdarza się, że po jakimś czasie zaczynamy naprawdę odczuwać radość. Zjawisko to można porównać do tego, co zdarza się nam w świątyniach obcej wiary. Dopóki nie znajdziemy się wewnątrz, patrzymy na rzecz całą obojętnie. Kiedy jednak staniemy twarzą w twarz z obcymi bogami, budzi się w nas coś, co bardzo przypomina wiarę.”
  • „ Zdaje mi się, że powtarza pani słowa zasłyszane od starszych. Niechże pani nie udaje takiej delikatne. To nieznośne."

 Moja ocena: 5/6

piątek, 26 września 2008

 

 

„ Uświadomiłem sobie, że jestem połową prawie we wszystkim, mam pół twarzy, pół wzrostu, pół myśli, jestem połową człowieka. Jedyną całością było to, że wszystko jest połową.”

„Jesteśmy podwójni. Jesteśmy połowiczni. Opowieść twarzy to tragedia i komedia.”

Półbrat można tłumaczyć na 'brat przyrodni' i rzeczywiście w tej powieści mamy dwóch braci połączonych w połowie więzami krwi, mających wspólną matkę ale dwóch różnych ojców. Bracia Ci to - Barnum i Fred, którzy dzielą wspólny pokój przedzielony linią wzdłuż na pół i poprzez te lata wspólnego życia poznają swoje nawyki, gesty. Wiedzą co oznacza te czy inne spojrzenie, co przez to jest sygnalizowane. Fred jest postacią mroczną, ciągle gdzieś znikającą i wędrującą własnymi ścieżkami. Już jako dziecko rozsiewa wokół siebie chłód " [...] a od jego milczenia przenika zęby lodowaty ból [...]". Jak to często bywa wśród braci, jako starszy wywiera na Barnuma wpływ, sprawia iż nie potrafi on o nim nie myśleć... Jednak według mnie książka Christensena opowiada przede wszystkim o poczuciu niepełności, połowiczności. Barnum obdarzony niespotykanym imieniem i po ojcu odziedziczonym małym wzroście, jak można się domyślić, często jest wyśmiewany z tego powodu, szuka więc akceptacji wśród innych, i w miarę upływu czasu zanurza się w świat fantazji, kłamstwa a następnie pisarstwa i alkoholu. Można poczuć desperację nawiązania więzi z innym człowiekiem bo dopełnieniem nas może właśnie stać się druga osoba. Człowiek nie jest samotną wyspą i szuka kogoś, do kogo by mógł się zwrócić, powiedzieć co go boli, czasami po prostu się pośmiać czy razem zapłakać. Tak i Barnum myślę, że właśnie przy dwójce swych przyjaciół - Pedrze i Vivian czuł się najlepiej. Dopiero przy nich odnajdywał brakująca drugą połowę, przeżywając chyba pierwsze najwspanialsze w swym dzieciństwie wakacje. Jest to powieść o znalezieniu w życiu własnego miejsca bo każdy właśnie go pragnie. Miejsca do którego by pasował. Czuł, że jest wyłącznie tylko Jego. Swego miejsca w historii... Cofając się wstecz w pamięci, każdy z nas ma miejsca, które mu się z czymś kojarzą...Ten plac zabaw, w którym w czasie dzieciństwa bawiło sie z przyjaciółmi. Tą 'swoją' ławkę na której zawsze się przysiadało z Nią/Nim w trakcie spaceru i pierwszy raz się pocałowało. Tą kawiarnię, w której zawsze się spotykało popołudniami z przyjaciółmi... Także i Barnum prowadzi nas w taką sentymentalną podróż wiedząc,że aby iść dalej w pewnym sensie musi się oderwać od tych miejsc, znaleźć nowe... „Muszę się pozbyć tych miejsc, jeśli mam iść dalej. Muszę znaleźć nowe miejsce, swoje własne, a wciąż nie wiem, gdzie ono jest. [...]Chcę się pozbyć reszty tych miejsc. Muszę zrobić porządek. Po raz ostatni poklepuję drzewo na Solli plass, twarda kora łaskocze w dłonie, słyszę powolną muzykę gramofonu ze szkoły tańca, cichnie w kurzu wewnętrznych rowków dzieciństwa, a kroki na parkiecie rozbiegają się na wszystkie strony. Siadam na rogu Parku Zamkowego i Wergelandsveien i czczę Starą minutą ciszy, a kiedy zamykam oczy, widzę cień Freda, który wreszcie wstaj z rynsztoka, wsuwa błyszczący grzebień do tylniej kieszeni i prowadzi ją dalej do Zamku. Zostawiam to miejsce za sobą..."  Aby dalej iść, nie należy się odwracać patrząc wstecz i żyjąc tym do końca swych dni, lecz nie powinno odcinać się zupełnie od swej historii. To przecież ona sprawia, że jesteśmy tym kim jesteśmy. I właśnie L. S. Christensen prowadzi nas przez karty "Półbrata" przez niezwykłe dzieje pewnej norweskiej rodziny obejmyjące cztery pokolenia. Wszystko to widzimy oczami głównego bohatera - Barnuma : dzieje Jego prababki zwanej Starą, która była wybitną aktorką kina niemego a Jej ukochany nie wrócił z wyprawy po woły piżmowe na Grenlandię; historię babki - Boletty pracującej w Telegrafie oraz jego matki - Very i ojca - Arnolda, który nosi rękawiczki wypchane drewienkami gdyż stracił palce u jednej dłoni. Razem z Barnumem dorastamy wędrując ulicami Oslo, czasami wśród śniegu i chłodu a czasami wśród promiennych dotyków słońca mogąc się zapoznać z pewnym fragmentem stolicy Norwegii. Jak się sama przekonałam sięgając po mapę tegoż miasta,wymienione ulice naprawdę istnieją, tylko szkoda, że nie dane mi było iść po nich własnymi nogami...

Wybrane cytaty:

  • “- Niełatwo jest wracać – mówi cicho. – To prawda – odpowiada Arnold. Albo wraca się za wcześnie. Albo też wraca się za późno. Stary pastor kiwa głową. – Ale to lepsze niż w ogóle nie wracać – szepcze.”
  • „- Po prostu proszę o rozgrzeszenie. Za wszystkie swoje złe uczynki. Stary pastor przybliża się do Arnolda. – Muszę wiedzieć, jakie uczynki Bóg ma ci wybaczyć. On starannie prowadzi rachunki. Arnolda ogarnia złość, prawie wściekłość, z powodu tej pilności. Woła: - Wobec tego zapytam się raczej, czy Bóg może wybaczyć wszystko? Stary pastor ujmuje dłoń Arnolda i czuje luźne palce w rękawiczce, przenika go dreszcz. – tak – szepcze. Bóg może wybaczyć wszystko. [...] –Ale Bóg woli, żeby najpierw poprosić o wybaczenie ludzi – szepcze.”
  • „Najważniejsze jest nie to, co widzisz, lecz to, co ci się wydaje, że widzisz...”
  • „- Myślisz, że on się boi?–spytałem. Boletta uśmiechnęła się i puściła mnie.–kto wie, co się dzieje w tym chłopaku? Nie, myślę raczej, że jest zły. – na kogo zły? Boletta musiała usiąść na otomanie.–Fred jest chyba zły na wszystkich–powiedziała. Na nas. Na siebie samego.Odziedziczył wściekłość po starej.–Może to pokuta?–szepnąłem.Boletta mocno uderzyła laską w podłogę.–Pokuta! Niby za co?–No, nie wiem–powiedziałem.Boletta westchnęła.–Może jak przychodzi co do czego, pokutą jest już samo bycie człowiekiem.”
  • – Pytasz, lecz ja o śmierci nie wiem nic, znam bowiem tylko życie; mogę powiedzieć jedynie, w co wierzę: albo śmierć jest kresem życia, albo też tylko przejściem w inne życie. W obu przypadkach nie ma się czego bać. [...] Lecz bardzo nie chciałbym teraz umierać, bo wydaje mi się, że życie jest piękne!”

Moja ocena: 5+/6

Grafika:OSLO-NO-02 05 ubt.jpeg

Twierdza Akershus

Oslofjorden

Oslo

Pałac królewski

 

 

 
1 , 2